Säntis – jak się zdobywa “urodzonego w sobotę”

Położony na północnym-wschodzie kraju Appenzellerland składa się z dwóch kantonów Appenzell Ausserrhoden oraz Appenzell Innerhoden (wcześniej, do 1999 r. były to tzw. pół-kantony, do dziś w referendach i wyborach mają po pół głosu) i moim zdaniem ten region to nic innego, jak Szwajcaria w pigułce.

Wyobraźcie sobie wściekle zielone wzgórza, pasące się leniwie krowy, rytmicznie dyndające dzwonkami (słynne szwajcarskie “glocken”, których dźwięk niejednego doprowadził już do szewskiej pasji), drewniane domki ze spadzistymi dachami, okiennicami i spływającymi geranium werandami, smak najsłynniejszego w całym kraju sera (do mieszkających w Szwajcarii: kojarzycie trzech panów z reklamy?), dmuchających w alpejski róg grajków w czerwonych tradycyjnych strojach.. a wszystko to pięknie otoczone górami. I właśnie o górach dzisiaj będzie.

Niektórzy z Was wiedzą, że w Szwajcarii na nowo zakochałam się w górach (wcześniej, w Polsce, w czasach licealnych bardzo dużo chodziłam, potem studia, praca i wiadomo..). Uwielbiam to, że mogę wyjechać sobie rano z domu, po godzinie-dwóch być już na alpejskim szlaku i tego samego dnia wrócić. Bliskość gór to jedna z rzeczy, za które kocham ten kraj.

Tegoroczny sezon zaczęłam właśnie w Appenzellerland od łatwej wędrówki do Seealpsee. Szlak zaczyna się w Wasserauen (tam można zaparkować auto) i prowadzi najpierw krótkim podejściem przez las do Hütten, a potem już bardziej płasko przez łąki z mnóstwem wspomnianych przedtem dzwoniących krów, aż do leżącego na wysokości 1141 m npm jeziora Seealpsee. Widok jest spektakularny! Zresztą zobaczcie sami..

Po krótkim odpoczynku u górali, którzy uraczyli nas idealnie gaszącą pragnienie zimną domową herbatą z bzu, obeszliśmy jezioro dookoła i zeszliśmy z drugiej strony stromą asfaltową trasą, prowadzącą z powrotem do Wasserauen. Całość zajęłam nam ok. 2,5 godziny. Po drodze – ciekawostka – automat z napojami i przekąskami (w samym środku niczego), z którego można wyciągnąć.. ser i mięso. Takie rzeczy tylko w Szwajcarii ;)

IMG_9060

Po dniu spędzonym w Appenzell w głowach gotowy był już plan na kolejną wizytę w tym kantonie. Tym razem wchodzimy na Säntis!

Wznoszący się na wysokość 2502 m npm Säntis to najwyższy szczyt tzw. Prealp Appenzellskich, części Alp Zachodnich. Góra to o tyle piękna, co i dość trudna dla wędrowców, ze względu na surowy klimat w tej części masywu – wieje tu, jak w Kieleckiem i sporo pada. Dlatego, kiedy zdarzy się spokojny, słoneczny dzień, trzeba wykorzystać okno pogodowe i hop w górę. A, jeszcze nazwa, bo to ciekawe. Säntis, a pierwotnie Sambutinus albo Sambutinus (z języka retoromańskiego) oznacza dosłownie “urodzony w sobotę”. Być może kiedyś dawno dawno temu mieszkał gdzieś tam w górze taki osobnik i na jego cześć nazwano tę okolicę, a potem i sam szczyt.

Wiele dróg prowadzi na Säntis. My wybraliśmy tę najbardziej bezpośrednią i – a jakże – najtrudniejszą. Szlak zaczyna się w Schwägapl, czyli tam, gdzie znajduje się też stacja kolejki jeżdżącej na szczyt oraz.. fabryka sera :) O 8 rano parking jest jeszcze pusty (jest czwartek), nie licząc busów z turystami z Azji. Ostatnia wizyta w toalecie i ruszamy!

Trasa ze Schwägalp na szczyt, według drogowskazu, zajmuje 3,5 godziny i jest to właściwie 3,5 godziny nieustannego podejścia – płaskie odcinki, podczas których można nieco odsapnąć, to może w sumie jakieś kilkadziesiąt metrów. Szlak nie prowadzi przez las, ale przynajmniej na początku, zanim nie osiągniemy większej wysokości, góra daje przyjemny cień. Potem będzie już tylko skwar (na nizinach jest w tym czasie ponad 30 stopni, tutaj niby o połowę mniej, ale ostre słońce i tak robi swoje). Szlak na Säntis dzieli się na dwa etapy – pierwszy prowadzi do Tierwies, gdzie jest też schronisko i dobre miejsce na odpoczynek po drodze. Zanim tam dojdziemy, czeka nas dość mozolny zygzak po żwirze i kamieniach oraz kilka stromych, skalnych, zabezpieczonych łańcuchami odcinków. W dodatku jest mokro po niedawnych opadach deszczu, co nie ułatwia sprawy. Dobre buty z podeszwą Vibram to absolutne minimum na tej trasie!

Po mniej więcej 2 godzinach wędrówki docieramy do Tierwies. Tam przerwa na Rivellę i coś słodkiego :) Przed nami najtrudniejszy odcinek drogi na szczyt, gdzie zaczynają się gołe skały i śnieg. Słońce grzeje tu już bardzo mocno, więc pot spływa do d…, ale wysiłek rekompensują widoki ;) Na tym odcinku jest sporo łańcuchów, trzeba też mocno uważać na oznaczenia szlaku – my w pewnym momencie trochę zboczyliśmy i poszliśmy bardziej bezpośrednią drogą, po luźnych kamieniach, co kosztowało nas kilka stresujących obsunięć, a przy mokrych od śniegu butach może się to źle skończyć (jeszcze raz – Vibram!). Ten odcinek szlaku wygląda tak:

Wejście z Tierwies na szczyt zajmuje nam godzinę, a mojego partnera na szlaku (a prywatnie – męża) kosztuje.. podeszwę w bucie :/ Dobrze, że stało się to blisko końca trasy. Ostatni etap to słynne Himmelstreppe, czyli schody do nieba – ściana z drabinką, po której trzeba się wspiąć, z pomocą łańcuchów. Prezentuje się bardziej przerażająco, niż jest w rzeczywistości ;) Jeszcze tylko szybkie przejście przez tunel i.. jesteśmy na górze! Całość zajmuje nam 3 godziny, czyli o pół godziny krócej, niż chciał drogowskaz :D

Trasa Schwägalp-Säntis ma oznaczenie T3 na sześciostopniowej skali trudności szlaków w Alpach. Na pewno nie polecam jej początkującym górołazom. Choć technicznie nie należy do trudnych, to wymaga bardzo dobrej kondycji, wprawy w chodzeniu po skałach i profesjonalnych butów górskich. Dla tych, co już niższe i łatwiejsze szczyty mają za sobą – wejście na Säntis to spora satysfakcja, ponieważ szlak jest wymagający kondycyjnie, a warunki (choćby ukształtowanie terenu) i widoki sprawiają, że można poczuć się już jak w wysokich Alpach.

Sezon letni w Alpach jest bardzo krótki, zaczyna się w maju-czerwcu, a kończy właściwie już we wrześniu, więc trzeba korzystać, póki się da. Następna wędrówka już w tym tygodniu – kierunek kanton Graubünden!

Advertisements

One thought on “Säntis – jak się zdobywa “urodzonego w sobotę”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s