Szwajcarskie prawo pracy pod lupą

Co zrobić, kiedy pracodawca zalega nam z wypłatą wynagrodzenia? Jak się sądzić w Szwajcarii? Czy łatwo jest udowodnić mobbing w miejscu pracy? Co sprawdzić, zanim podpiszemy umowę? Jak uniknąć nieuczciwych pośredników? O szwajcarskim prawie pracy rozmawiam z Kathariną Lasotą Heller, prawniczką z kancelarii HütteLAW.

fullsizeoutput_5ac

Z jakich różnic w prawie pracy musi zdawać sobie sprawę Polak, wybierając się do pracy w Szwajcarii?

Pierwsza podstawowa rzecz to ochrona pracownika, która w Szwajcarii nie jest tak daleko posunięta, jak w Polsce. Najważniejsza różnica dotyczy wypowiedzenia umowy o pracę. Trzeba pamiętać, ze rozwiązanie umowy o pracę, z zachowaniem okresu wypowiedzenia, jest możliwe zawsze. Wyjątkiem jest ciąża, choroba, ale tylko przez określony czas, oraz służba wojskowa. Pracownik nie ma prawa, tak jak w Polsce, do odwołania się od decyzji pracodawcy do sądu, bądź żądania przewrócenia do pracy. Jeśli ktoś otrzymał wypowiedzenie, to jest ono obowiązujące. Pracodawca nie ma obowiązku podania przyczyny zwolnienia. Oczywiście pracownik, który czuje się pokrzywdzony, może próbować skierować sprawę do sądu, ale trzeba wiedzieć, że sądy w Szwajcarii są bardzo konserwatywne i rzadko się zdarza, aby przychyliły się do stanowiska pracownika. Z drugiej strony trudniej jest zwolnić kogoś dyscyplinarnie. Tego typu wypowiedzenia stosuje się w Szwajcarii niezwykle rzadko. Kolejna ważna sprawa to rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Wielu pracowników godzi się na taka formę zakończenia stosunku pracy, nie zdając sobie sprawy, ze ich świadczenia z ubezpieczenia od utraty pracy (popularnie zwane „RAV”) zostaną wtedy zmniejszone. Dlatego, jeśli nie mamy jeszcze nowej pracy, lepiej jest zostać zwolnionym.

O czym jeszcze trzeba wiedzieć? 

O zakazie konkurencji, który w Polsce musi być zawarty w oddzielnej umowie i polega na tym, że pracodawca musi zapłacić odszkodowania ze czas jego obowiązywania. W Szwajcarii taki zakaz można ustanowić w samej umowie o pracę, a przepisy prawne nie wymagają wypłaty odszkodowania za jego dotrzymanie. Dlatego, jeśli samy w umowie nie zadbamy o to, żeby albo w niej zakazu nie było, albo jeśli będzie, to żeby pracodawca miał obowiązek wypłaty odszkodowania, możemy znaleźć się w sytuacji, w której nie będziemy mogli pracować w swoim zawodzie dla innego pracodawcy nawet do 12 miesięcy. Pamiętam przypadek przedszkolanek z Polski, które chciały zrezygnować z pracy i przez wiele miesięcy nie mogły ani założyć własnego biznesu, ani pracować dla kogoś innego.

Kolejna ważna sprawa jest taka, że pracodawca w Szwajcarii nie ma obowiązku płacenia za nas ubezpieczenia chorobowego, czyli od utraty zarobku na wypadek choroby. Część osób dowiaduje się o tym dopiero wtedy, kiedy zachoruje i orientuje się, że nikt nie zapłaci im za czas, w którym nie mogą pracować. Zawsze sprawdzajmy, czy nasz pracodawca zabezpiecza nas przed takimi sytuacjami i przez jaki czas. Przy krótkim stażu pracy do roku, może to być w zależności od kantonu tylko kilka tygodni. tygodnie. Możemy też ubezpieczyć się sami, ale to zazwyczaj sporo kosztuje.

Sami musimy również zadbać o ubezpieczenie zdrowotne (kasa chorych), tzn. wybrać ofertę jednej z wielu prywatnych firm, które działają na szwajcarskim rynku. Obowiązek płacenia na kasę chorych pojawia się w momencie, kiedy zaczynamy pracę lub działalność gospodarczą lub po 3 miesiącach pobytu w Szwajcarii.

Mówi się, że w Szwajcarii jest inna kultura pracy niż w Polsce. Co to oznacza z prawnego punktu widzenia? 

U podstaw relacji pomiędzy pracodawcą a pracownikiem w Szwajcarii leży założenie o dobrej woli obu stron. Dlatego m.in. bardzo trudno jest tutaj udowodnić mobbing czy dyskryminację ze względu na narodowość w miejscu pracy. Sądy z reguły nie są przychylne tego typu skargom. Zwłaszcza, jeśli pracodawca i pracownik nie mówią tym samym językiem kładą tego typu konflikty raczej na karb nieporozumień językowych niż szykan z powodu pochodzenia. Zasadniczo, najwyższe odszkodowanie, o jakie można się ubiegać w takich sprawach to wysokość 6-mies. wynagrodzenia. Poza tym rzeczywistość jest też niestety taka, że po podnoszeniu zarzutów mobbingu czy dyskryminacji trudno jest później znaleźć pracę. Stad większość pracowników po prostu się zwalnia, zamiast trwać w konflikcie w danym miejscu pracy.

A co robić w sytuacji, kiedy pracodawca np. zalega nam z wypłatą wynagrodzenia? 

Przede wszystkim dbać o to, żeby wszystkie konieczne działania były na piśmie. Zwłaszcza, kiedy chcemy dochodzić naszych praw w pracy. Pierwszy krok to skierowanie do pracodawcy pisma z żądaniem wypłaty należnych świadczeń. Jeśli pracodawca nie chce potwierdzić wpływu pisma, to należy je wysłać takie pismo listem poleconym, aby w razie czego mieć dowód w ewentualnym późniejszym postępowaniu sądowym. Jeśli to nie wystarczy, kolejnym krokiem powinno być zwrócenie się do Friedensrichter, czyli mediatora prawnego, właściwego wg siedziby pracodawcy. Przed mediatorem można się ugodzić, a jeśli do tego nie dojdzie, wydaje on nam pozwolenie na skierowanie sprawy do sądu. Mediator ma również prawo wydania wyroku w sprawach do 2 tys. franków, a w sprawach do 5 tys. franków może zaproponować treść wyroku. To jest dobra droga dla osób, które znają język i są obyte w tutejszym prawie.

Warto też wspomnieć o tym, że w Szwajcarii nie ma obowiązku reprezentacji prawnej, czyli korzystania z usług adwokata. Jeśli potrafimy umiejętnie wystąpić w swojej sprawie, możemy bronić się sami. Proces w sprawach z prawa pracy do wartości 30 tys. franków jest bezpłatny, ale koszty adwokackie w tym kraju są bardzo wysokie. Dlatego dobrze jest mieć Rechtsschutzversicherung, czyli ubezpieczenie od kosztów związanych z ochroną interesów prawnych, które obejmuje również konflikty pracownicze.

Co powinniśmy sprawdzić, zanim podpiszemy umowę o pracę? 

Przede wszystkim umowę trzeba przetłumaczyć i uważnie przeczytać. Jeśli nie znamy dobrze języka i nie mamy kogo się poradzić, wydajmy te kilkaset franków jednorazowo na adwokata, który prześwietli naszą umowę i sprawdzi, co w niej jest. Ewidentnym sygnałem ostrzegawczym powinna być dla nas wysoka liczba godzin pracy, np. 50-60 godzin tygodniowo oraz stwierdzenie, że wynagrodzenie obejmuje nadgodziny. W przypadku, kiedy pracodawca razem z pracą oferuje nam zakwaterowanie i wyżywienie, może nam potrącić z wynagrodzenia nie więcej niż 990 franków, jednak podatkom i innym świadczeniom podlega cała kwota, która jest w umowie.

W Szwajcarii nie ma ustawowej stawki minimalnej wynagrodzenia, ale w wielu branżach istnieją układy zbiorowe, które takie stawki określają. Ogólnie przyjmuje się, że minimalna miesięczna pensja brutto nie powinna być niższa niż 3,3 tys. franków. Zarabiając mniej możemy mieć też problemy z otrzymaniem pozwolenia na pobyt w Szwajcarii. Na koniec, zanim zaczniemy szukać pracy przez pośrednika, sprawdźmy, czy jest to firma zarejestrowana w Szwajcarii. Można tego dokonać pod następującym linkiem http://www.avg-seco.admin.ch/WebVerzeichnis/ServletWebVerzeichnis. Zarówno w Polsce, jak i tu na miejscu działa wielu nieuczciwych osób, nazywających się pośrednikami. Są to obywatele różnych krajów, którzy będą próbowali “ściągnąć” nas do pracy. Takie sytuacje często źle się kończą.

Rozmawiała: Agnieszka Kamińska

Dolina Krzemowa w otoczeniu Alp

IMG_6526

Piękne, bogate i przyjazne obcokrajowcom. No i ma jezioro.. Niewielkie Zug to zagłębie finansowo-handlowe Szwajcarii. To tu miałam zamieszkać po przeprowadzce.. Ale życie (a dokładniej praca męża) zdecydowało inaczej ;) Teraz wracam, żeby przedstawić Wam miasteczko, nad którym wznosi się Rigi – królowa gór.

Liczące niespełna 30 tys. mieszkańców, leżące w północno-wchodniej części kraju miasteczko to stolica kantonu o tej samej nazwie, jednego z najmniejszych w Szwajcarii. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku był to jeden z najsłabszych gospodarczo regionów kraju, borykający się z zadłużeniem i bezrobociem. Dziś to najbogatszy kanton w Szwajcarii, gdzie odsetek bezrobotnych wynosi niewiele ponad 2 proc., a mieszkańcy mogą cieszyć się szerokim dostępem do najwyższej jakości usług.

Swój spektakularny sukces Zug zawdzięcza przyjaznemu biznesowi systemowi podatkowemu. Stawki podatku lokalnego, płaconego na rzecz kantonu, są tu bliskie zeru, a ogólnopaństwowe daniny od przychodów przedsiębiorstw są najniższe w całej Szwajcarii i wynoszą 15 proc. Dla porównania średnio w pozostałej części kraju jest to ponad 20 proc. Co więcej, zagraniczne holdingi, które w kantonie Zug mają swoje przedstawicielstwa, są dodatkowo uprzywilejowane i płacą podatek w wysokości niespełna 9 proc. To dlatego ten region Szwajcarii przyciągnął globalnych gigantów, tj. Siemens, Johnson & Johnson czy Glencore. Szczególnie preżnie działają tu firmy wydobywcze (m.in. Xstarta – jeden z największych na świecie producentów miedzi), farmaceutyczne (np. Roche) i banki. Ale Zug przyciąga również małe biznesy, m.in. technologiczne start-upy. Można powiedzieć, że to szwajcarska Silicon Valley. Ale ponieważ to miejsce upodobały sobie zwłaszcza firmy obracające bitcoinami, utarła się nazwa.. Crypto Valley.

Obecność międzynarodowych korporacji sprawia, że Zug jest miejscem, do którego napływają pracownicy z całego świata, co powoduje, że miasto jest naprawdę wielokulturowe. Obcokrajowcy stanowią jedną czwartą mieszkańców, a władze Zug chwalą się, że na terenie kantonu spotkać można przedstawicieli aż 128 nacji. Często są to profesjonaliści oddelegowani przez firmy do pracy w Szwajcarii, ale międzynarodowa atmosfera Zug sprawia, że chętnie próbują tu szczęścia osoby bez doświadczenia.

Codzienne życie w Zug jest lżejsze niż w innych miejscach w Szwajcarii, ponieważ również stawki podatku dochodowego są tu  mniej więcej o połowę niższe niż w innych kantonach. Mieszkańcy chwalą też sobie dostęp do wysokiej jakości edukacji i opieki zdrowotnej. Międzynarodowe przedszkola i szkoły, cenione na świecie ośrodki medyczne – wszystko to znajdziemy w Zug. Dużym plusem jest też lokalizacja – Zug leży pomiędzy dwoma dużymi szwajcarskimi miastami: Zurychem i Lucerną. Minusem jest niestety to, że ogromny napływ obcokrajowców powoduje wzrost cen, zwłaszcza jeśli chodzi o wynajem mieszkania. Na zakup nieruchomości już mało kto może tam sobie pozwolić.

Last but not least.. Zug jest iddylicznie położonym, otoczonym górami miasteczkiem, z  uroczymi starymi kamienicami. Zachody słońca nad jeziorem nie mają sobie równych! Eleganckie sklepy , kawiarnie i restauracje to znak firmowy tego miejsca, które jest również idealne na wycieczki rowerowe, jogging czy spacery. Jednocześnie, w sezonie turystycznym jest tu o wiele spokojniej niż w popularnych wśród odwiedzających Szwajcarię Lucernie czy Zurychu. Odwiedzający muszą spróbować słynnego Kirchtorte (ja nie przepadam, ale to kwestia gustu) i przepłynąć się łódką po Zugsee.

Nie wiem, czy w Zug byłabym szczęśliwsza, niż w Winti. Może zamieniłabym się już w korposzczura z pełnym franków kontem ;) Jedyne, czego zazdroszczę mieszkańcom, to jezioro. Ja do swojego mam 20 min. pociągiem i 26 franków za bilet :/ Pozostaje czekać, aż władze Winterthur spełnią swoje obietnice i wykopią nam w końcu jakieś bajoro :D

Te straszne podatki, czyli fiskus po szwajcarsku

Przedruk mojego tekstu z magazynu “Praca za granicą” nr 2/2017 

Każdy, kto jest zameldowany w Szwajcarii i spędza tu więcej niż połowę roku podatkowego, ma tymczasowe pozwolenie o pracę (typu L lub B) i osiąga jakiekolwiek dochody, płaci tzw. Quellensteuer. Jest to uproszczony podatek, pobierany „u źródła”, czyli odcinany co miesiąc przez pracodawcę z naszego wynagrodzenia.

W tym przypadku nie ma więc mowy od tzw. kwocie wolnej od podatku. Wysokość daniny wyliczana jest procentowo i zależy od wysokości zarobków oraz wielu innych czynników, takich jak status cywilny czy posiadanie potomstwa. Taryfy są też róźne, w zależności od tego, w którym kantonie jesteśmy zameldowani (ważne jest miejsce zamieszkania, a nie pracy).

Jak bardzo wysokość płaconego podatku zależy w Szwajcarii od indywidualnej sytuacji podatnika, niech zilustruje przykład. Piotr jest singlem, mieszka w kantonie Bern i zarabia 5 tys. franków. Co miesiąc musi oddać fiskusowi 555 fr., czyli 11 proc. pensji. Jeśli Piotr ożeni się z osobą niepracującą, zapłaci już tylko 361 fr. podatku, czyli niewiele ponad 7 proc. Jeśli oboje pracują i zarabiają razem 10 tys. franków, zapłacą wspólnie podatek wysokości prawie 17 proc. Natomiast, gdy pojawi się dziecko – danina wyniesie 15 proc. Z każdym kolejnym potomkiem stawka podatkowa się obniży.

WAŻNE! W Szwajcarii jest obowiązek wspólnego rozliczania się małżonków, nawet jeśli jest to mniej korzystne finansowo, niż rozliczanie się osobno.

Ulgi podatkowe 

Przy rozliczeniu u źródła możemy odliczyć od podatku następujące koszty:

– dokształcanie zawodowe – ale tylko opłaty za te szkoły czy kursy, które bezpośrednio dotyczą wykonywanego przez nas zawodu

– koszty dojazdu do pracy – ale tylko, jeśli poruszamy się komunikacją publiczną, a koszty są wyższe niż 2100 fr. rocznie; jeśli jeździmy do pracy autem, możemy odliczyć jedynie równowartość ceny biletu komunikacji publicznej

–  wydatki na III filar ubezpieczenia (w tym roku do 6786 fr. rocznie)

– alimenty

– udokumentowane koszty opieki nad dzieckiem (do 4 tys. fr. rocznie)

– odsetki od kredytów gotówkowych

– wydatki na cele charytatywne (od 100 fr.)

Występując o zwrot podatku, należy wypełnić odpowiedni formularz (do pobrania na stronie internetowej urzędu podatkowego w danym kantonie) i złożyć go do 31 marca danego roku podatkowego (w kantonie Zurich, w innych kantonach daty mogą się różnić). Na zwrot podatku czeka się nawet do kilkunastu miesięcy, w zależności od urzędu.

WAŻNE! W przypadku, kiedy płacimy Quellensteuer nie mamy obowiązku składania rocznych rozliczeń podatkowych.

Rozliczać się jak Szwajcar 

Jeśli zarabiamy rocznie więcej niż 120 tys. franków brutto, mamy pozwolenie na pobyt typu C (stały rezydent) lub szwajcarski paszport, bądź kupimy nieruchomość, mamy obowiązek rozliczać z fiskusem się w taki sam sposób, jak robią to Szwajcarzy. To oznacza płacenie podatku tylko raz w roku i znacznie więcej ulg podatkowych. Oprócz wspomnianych już kosztów, odliczyć możemy m.in. odsetki od kredytu hipoteczego, wydatki remontowe (jeśli mamy mieszkanie lub dom), koszty dojazdów do pracy i posiłków spożywanych w przerwach w pracy (np. lunczu w restauracji), II filar ubezpieczenia czy wydatki związane z opieką nadczłonkiem rodziny (np. osobą starszą lub niepełnosprawną).

Szwajcarskie daniny są pobierane na trzech poziomach – federalnym, kantonalnym i gminnym. Z tego też powodu nie można mówić o jednej kwocie wolnej od podatku, obowiązującej w całym kraju. Przykładowo, Szwajcar mieszkający w Zurychu i zarabiający więcej niż 6,7 tys. franków rocznie musi zapłacić daninę na rzecz kantonu, ale już w Bazylei kwota wolna wynosi ponad 11 tys. franków. Dodatkowo obywatele Helwecji płacą władzy federalnej podatek od dochodu przekraczającego 14,5 tys. franków.

Stawki podatku dochodowego różnią się w zależności od kantonu i sytuacji życiowej podatnika, ale średnio Szwajcar oddaje fiskusowi co roku równowartość miesięcznego wynagrodzenia. Oprócz podatku do wynagrodzenia płaci też daninę od posiadanego majątku oraz przynależności do Kościoła.

Rozliczenie do końca marca

Jeśli rozliczamy się standardowo, do końca marca musimy wypełnić dokument, podobny do polskiego PIT, w którym deklarujemy, ile zarobiliśmy w poprzednim roku, a następnie od tej kwoty odliczamy wszelkie poniesione koszty. Gotowy dokument trzeba wysłać do urzędu podatkowego (można również online), który następnie sprawdza deklarację i wylicza należny za zeszły rok podatek. To jednak nie wszystko. W Szwajcarii podatek płaci się za bieżący rok „z góry” na podstawie prognozowanych przychodów z poprzedniego roku. W okolicach kwietnia otrzymujemy więc dwa rachunki – prognozę na ten rok oraz ewentualną rożnicę pomiędzy prognozowaną kwotą, którą zapłaciliśmy w poprzednim roku, a rzeczywistym wyliczonym podatkiem. Ten ostatni rachunek należy opłacić w ciągu następnych 30 dni od jego otrzymania. Prognozę – do końca września. Możliwe jest też rozłożenie płatności na raty, ale wówczas płaci się więcej.

Rozliczenie warto wypełnić poprawnie i odesłać w terminie. Za błędy w wypełnionym formularzu oraz spóźnienie się z zapłatą podatku grożą kary, w niektórych przypadkach nawet do 10 tys. franków.

 

 

To nie jest kraj dla pracujących kobiet

Szwajcarki wychodzą na ulicę. Są wkurzone. Wydawałoby się, że w kraju, który przoduje w rankingach dobrobytu i szczęśliwości, niczego nie może im brakować.. A jednak. O tym, że szwajcarskie kobiety jako jedne z ostatnich na świecie uzyskały prawa wyborcze (w 1971 r., a w niektórych kantonach dopiero w.. 1991!)  przeczytamy w każdej książce do WOSu (swoją drogą jest jeszcze taki przedmiot w szkołach??). Okazuje się, że konsekwencje długotrwałej dyskryminacji Szwajcarki odczuwają do dziś, głównie na rynku pracy.

Pytanie, czy aby na pewno jest to dyskryminacja, czy po prostu zakonserwowany model społeczeństwa, w którym kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna zarabia pieniądze. Czy Szwajcarki to jego ofiary czy beneficjentki? Bo jeśli nie robią zbyt wiele, żeby ten stan rzeczy zmienić, to może tak im się podoba? A może próbują, tylko mało kogo to obchodzi. Przecież są ważniejsze “męskie” tematy: energia atomowa, azylanci, umowy bilateralne z UE..

Nie jest łatwo jednoznacznie ocenić pozycję kobiet w helweckim społeczeństwie. Znam Szwajcarki, które pracują i takie, które zajmują się domem, i raczej to te pierwsze zazdroszczą drugim. Dlatego 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, oddaję głos Królowej Statystyce.

Kobiety w Szwajcarii zarabiają o 20 proc. mniej niż mężczyźni na porównywalnych stanowiskach. 

Tak wynika z opublikowanych niedawno danych Eurostatu. Średnio w Europie tzw. gender gap w zarobkach wynosi 16,4 proc. Przekładając to na język konkretów. Przeciętna Szwajcarka pracuje “za darmo” od połowy października każdego roku (gdyby przez resztę roku jej wynagrodzenie było równe pensji kolegów z pracy). Co ciekawe, sytuacja szwajcarskich kobiet jest pod tym względem o wiele gorsza niż Polek, którym wypłaty zabrakłoby na ostatnie 15 dni w roku.

Organizatorki marszu kobiet w Genewie nawołują, żeby koleżanki, które zazwyczaj pracują do godz. 17 wyszły dzisiaj z pracy o godz. 15.20 i w ten sposób zaprotestowały przeciwko różnicy w zarobkach.

Na szwajcarskich uniwersytetach brakuje kobiet 

Choć Szwajcaria wygrywa we wszystkich możliwych rankingach dobrobytu, mierzonego wysokością dochodu narodowego na mieszkańca, to jeśli chodzi o równość płci, ciągnie się w ogonie świata razem z takimi krajami jak Turcja czy Korea Południowa. Głównym wskaźnikiem, który spycha Szwajcarię na koniec lokaty, jest niewielki odsetek kobiet z wyższym wykształceniem. W Europie regułą jest to, że na uniwersytetach kobiety przewyższają liczebnością mężczyzn (średnio o ponad 4 proc., w Finlandii aż o 13 proc.). Ale nie w Szwajcarii. Tutaj na wyższych uczelniach pań jest aż o 12,5 proc. mniej niż panów. Dlaczego? Sporo wyjaśnia..

Państwo socjalne wcale nie znaczy prorodzinne 

..kolejny punkt, a mianowicie koszty opieki nad dziećmi. W Szwajcarii pochłaniają one ponad 40 proc. średniego wynagrodzenia (gorzej w Europie jest tylko na Wyspach). Żłobki, przedszkola, prywatne opiekunki są tak drogie, że wielu kobietom ostatecznie najbardziej opłaca się zostać w domu. Fakt, rodzina z dziećmi płaci płaci niższe podatki, otrzymuje też zasiłek (nie żeby kokosy, ok. 200 fr. na dziecko), jednak to wszystko nie wystarcza, aby matka mogła pracować na cały etat. Dlatego..

Matki-Szwajcarki siedzą w domach 

..wiele matek pracuje na część etatu, często tylko raz-dwa razy w tygodniu. Szwajcarski rynek pracy jest bardzo elastyczny i daje dużo możliwości pracy w niepełnym wymiarze godzin. Dziwnym trafem, korzystają z tego głównie kobiety. Tu znowu przywołam statystki, według których niepełnowymiarowo pracuje aż 8 na 10 szwajcarskich matek, z czego połowa poniżej 50 proc. etatu. Ma to poważne konsekwencje, m.in. w postaci..

Szwajcarki otrzymują o wiele niższe emerytury niż Szwajcarzy 

..niskich emerytur. Średnio kobiety otrzymują o 37 proc. niższe świadczenie niż mężczyźni. Wiele tych, które nigdy nie pracowały, albo pracowały tylko na część etatu, żyje poniżej minimum egzystencji, określanej w Szwajcarii na 3100 franków miesięcznie. Takie są przykre konsekwencje wciąż pokutującego w Szwajcarii tradycyjnego podziału ról genderowych.

Na koniec, żeby nie było, że Szwajcaria to kraj bankowców i kur domowych.. Szwajcarki licznie reprezentują swój kraj w parlamencie: zajmują jedną trzecią politycznych stanowisk (lepiej jest tylko w krajach skandynawskich). Większy niż europejska średnia jest też w Szwajcarii procent kobiet na kierowniczych na stanowiskach. I co najważniejsze, liczba kobiet-menedżerek z roku na rok się zwiększa.

Girl Power! 👊👊🏻👊🏽👊🏿

 

37ad26df9f303d58426279c75280604286d283a5ef0305ee9f523c42b48925ee

Marsz kobiet w Genewie. Styczeń 2017. Źródło: The Local

Życie nie na swoim

Bawi mnie określenie “być na swoim”, zwłaszcza w odniesieniu do mieszkań na kredyt ;) Dlatego bardzo mi się podoba szwajcarska powszechność wynajmu. Bierze się ona z pragmatyzmu, ale jest też przykładem podejścia do własności w ogóle, jak innym w porównaniu choćby do tego, co myśli się w Polsce.

Statystyki pokazują, że dwóch na trzech Szwajcarów mieszka w wynajętym lokum. Wysokie ceny nieruchomości sprawiają, że przeciętnego Szwajcara po prostu na własne M nie stać, a inaczej niż w Polsce, kredyty na 30 lat nie są tu łatwo dostępne i popularne. Dlatego wynajmowanie to norma, i robią to nie tylko studenci i single, ale rodziny z dziećmi i zwierzętami, seniorzy – wszyscy. Przy czym wynajmowanego lokum nie traktuje się tutaj jak coś tymczasowego. Urządzanie, dekorowanie, remonty, inwestycje – jak najbardziej, bo często wynajmowane mieszkanie jest domem na całe życie.

Popularność wynajmu sprawia, że rynek rządzi się żelaznymi prawami. Prywatni wynajmujący to w Szwajcarii rzadkość, dużo buduje się pod wynajem, a właścicielami mieszkań są zazwyczaj wyspecjalizowane firmy. Okno przeprowadzkowe otwiera się dwa razy do roku – pod koniec marca i września.

Poniżej krótki przewodnik – jak wynająć mieszkanie w Szwajcarii i jak się sprawnie przeprowadzić

Żeby wynająć mieszkanie w Szwajcarii koniecznie trzeba mieć umowę o pracę, najlepiej na czas nieokreślony i udokumentowane zarobki z ostatnich trzech miesięcy. Zasada jest taka, że koszty wynajmu nie mogą być wyższe niż jedna trzecia naszego wynagrodzenia. Przykładowo, 3-pokojowe mieszkanie w Zurychu kosztuje średnio 2,4 tys. CHF miesięcznie (dane za Comparis.ch), więc aby móc je wynająć w dwie osoby, łącznie muszą one zarabiać co najmniej 7,2 tys. Franków.

Wynajmujący zazwyczaj nie organizują tu castingów, obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Jeśli już uda nam się zdobyć mieszkanie, musimy mieć przygotowane środki na zapłacenie kaucji, która wynosi zazwyczaj równowartość 3-mies. czynszu. Pieniądze wpłacane są na specjalne konto i oddawane (razem z narosłymi przez czas wynajmu odsetkami) po wyprowadzce

Mieszkania wynajmowane są z reguły bez mebli‚ wyposażone są zazwyczaj jedynie kuchnia i łazienka. Nie zdziwmy się też, jeśli w naszym mieszkaniu nie znajdziemy pralki – w nowym budownictwie pralnia jest wspólna dla wszystkich mieszkańców. Dobrą informacją jest to, że sprzęty, które są na stanie mieszkania naprawiane czy wymieniane są na koszt firmy wynajmującej.

W Szwajcarii obowiązują ścisłe regulacje, jeśli chodzi o wymianę informacji pomiędzy najemcą a wynajmującym. To oznacza, że o wszelkich zmianach – pracy, statusu cywilnego, narodzinach dziecka, wyprowadzce lub wprowadzce, pojawieniu się zwierzęcia domowego, należy natychmiast powiadomić wynajmującego. Z drugiej strony najemca o każdych planach, np. zmiany wysokości czynszu czy opłat musi poinformować nas pisemnie i dać nam czas na podjęcie decyzji o pozostaniu w mieszkaniu czy jego opuszczeniu. Okres wypowiedzenia umowy wynajmu wynosi w Szwajcarii standardowo 3 miesiące.

Przy wyprowadzce ważne jest, aby zostawić mieszkanie w takim stanie, w jakim je zastaliśmy. Jeśli zmienialiśmy kolor ścian, musimy je przemalować, zaszpachlować wszystkie dziury w ścianach, wycyklinować parkiet, jeśli jest porysowany. Mieszkanie należy też posprzątać, samodzielnie, albo zatrudnić do tego specjalistów. Koszt wynajęcia firmy sprzątającej zależy od wielkości naszego mieszkania. Przykładowo za wysprzątanie 3-pokojowego lokum musimy zapłacić od 700 do tysiąca franków.

Szwajcarzy przy przeprowadzkach chętnie korzystają z usług profesjonalnych firm, które oferują serwis od A do Z. Nie tylko więc spakują nasze rzeczy i przewiozą je do nowego mieszkania, ale też wniosą, rozpakują i ustawią. Ceny takich usług zaczynają się od 80 franków za godzinę i zależą od liczby kursów i pracowników pomagających przy przeprowadzce.

Tańszą opcją jest wynajem ciężarówki i samodzielny transport mebli. Auto można znaleźć m.in. poprzez stronę www.mietauto.ch. Przykładowo, koszt wynajmu ciężarówki z przyczepą mieszczącą 1,3 tys. bagażu w godzinach 7-13 wynosi ok. 120 franków, pod warunkiem, jeśli z trasą zmieścimy się w 100 km. W tym przypadku do pomocy w noszeniu naszego dobytku dobrze jest skrzyknąć znajomych. Pamiętajmy, że w Szwajcarii obowiązuje tzw. Mittagsruhe, czyli odpowiednik śródziemnomorskiej sjesty. Oznacza to, że w godzinach 12-13 należy zachować ciszę i powstrzymać się od wiercenia dziur, szurania meblami czy odkurzania. Szwajcarzy bardzo cenią sobie spokój, lepiej więc wprowadzając się do nowego miejsca nie narażać się na gniew sąsiadów.

Po przeprowadzce do nowego lokum mamy 14 dni na powiadomienie urzędu gminy o zmianie adresu zamieszkania.

 

Gdzie szukać mieszkania na wynajem

www.homegate.ch

www.immoscout24.ch

www.anibis.ch

www.immowelt.ch

www.comparis.ch

 

Informacje dla najemców

http://www.hev-schweiz.ch/

www.mieterverband.ch

www.bwo.admin.ch