Brzydsza strona Szwajcarii: o śmieciach

Za każdym razem, kiedy słyszę: Szwajcaria, ooo tam jest tak czysto!, ogarnia mnie pusty śmiech. Fakt, wszyscy tu mają fioła na punkcie segregacji śmieci – rozbierają na czynniki pierwsze nawet kubeczek po jogurcie. Kontenerów na poszczególne odpadki są tysiące, a śmieci można wyrzucać jedynie w oznaczonych przez daną gminę workach, za które oczywiście trzeba płacić, więc każdy stara się je przed wyrzuceniem wypełnić tak, aż pękają w szwach. Gorzej, kiedy na obiad jest akurat mięso albo ryba, a śmierdzących odpadków trzeba się pozbyć od razu. Wtedy konspiracyjnie wrzuca się je do najbliższego śmietnika na przystanku autobusowym i po sprawie.

Najgorsze jednak zaczyna się latem. Wtedy wszyscy wylegają do parków, na zieloną trawkę, nad rzekę. Grillowanie to narodowy sport Szwajcarów. Rozpalają ogniska, pieką bratwursty i cervele, jedzą, piją.. a potem idą do domu i zostawiają wszystko, co zostało tam, gdzie siedzieli. Tak, takie rzeczy w Szwajcarii. Nieważne, że śmietnik jest w pobliżu, a dla wyjątkowo leniwych pracownicy gminy poprzywiązywali worki na śmieci do drzew. Nie działa.. Mieszkam nad rzeką i po każdym weekendzie widzę tam jeden wielki śmietnik – resztki jedzenia, opakowania po najróżniejszych rzeczach, jednorazowe grille, butelki po winie i wódce, puszki po piwie, papier toaletowy, pieluchy (!).. i pety, pety, pety, ale o ich wszechobecności pisałam tutaj już nie raz. Żeby nie było, że przesadzam – to tylko kilka zdjęć z mojego poniedziałkowego spaceru z psem..

 

Szwajcarzy twierdzą, że śmiecą przyjezdni. I fakt, akurat nad moją rzeką balują głównie imigranci, oni też – być może kultywując zwyczaje z miejsc pochodzenia – wyrzucają codziennie na trawnik jedzenie, które potem pochłania na spacerach mój pies (damn!). Ale, ale.. nie raz widziałam już szwajcarskich chłopców wtykających puszkę po piwie w żywopłot albo wyrzucających papierek po lodzie tak po prostu na chodnik. Nie ma więc co całej winy zrzucać na “obcych”. Swoją drogą ten szwajcarski syf to była dla mnie jedna z największych niespodzianek po przyjeździe tutaj. Czy opowieści o czystej Szwajcarii można włożyć między bajki?

 

Szwajcaria – tu się oddycha! Pamiętacie tę scenę z Vabank II? Rzeczywiście, mierniki jakości powietrza pokazują, że jest tu lepiej, niż w innych krajach w Europie, choć to nie znaczy, że jest dobrze. Europejska Agencja Środowiska EEA szacuje, że każdego roku 5 tys. osób mieszkających w Szwajcarii umiera z powodu chorób wywołanych właśnie zanieczyszczonym powietrzem i to plasuje kraj mniej więcej w połowie europejskiej tabeli. – Co Wy wiecie o smogu? – uśmiechną się pewnie teraz mieszkańcy Krakowa czy Warszawy. Fakt, ogólnie nie ma co narzekać, ale są miasta, jak np. Genewa, gdzie zanieczyszczenie powietrza przekracza sezonowo wyznaczone przez WHO normy bezpieczeństwa, a zimą tego roku we włoskim kantonie Ticino z powodu wysokiego stężenia toksycznego smogu w powietrzu zakazano ruchu niektórym pojazdom z silnikiem diesla. Czyste alpejskie powietrze to, jak się okazuje, również mit.

Reputacji kraju broni chyba tylko woda, która jest wymieniana jako jedna z najczystszych na świecie. Tutaj pewnie też dałoby się do czegoś przyczepić.. ;) ale.. wodę można spokojnie pić z kranu, oszczędzając na butelkowanej, kąpiele w rzekach i jeziorach również jak najbardziej, bez ryzyka gronkowców i innych świństw. Swoją drogą Szwajcaria zrobiła ogromną robotę, zważywszy na to, że jeszcze w latach 80. XX wieku pływanie z Renie było zabronione ze względów higienicznych.

Na koniec – dobre przykłady. W tegorocznym referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za wdrożeniem Energetycznej Strategii 2050, której kluczowe założenia mówią o ograniczeniu produkcji energii atomowej na rzecz rozwoju odnawialnych źródeł energii (ma na to iść 480 mln franków rocznie). Oprócz tego, celem jest też ograniczenie zużycia energii przez gospodarstwa domowe o 43 procent do 2035 roku (w odniesieniu do roku 2000).

Robicie zakupy w Coopie? Największa sieć szwajcarskich marketów ogłosiła niedawno, że do 2023 roku chce ograniczyć do zera emisję CO2, m.in. poprzez budowę energooszczędnych sklepów, wymianę systemów chłodniczych i użycie technologii LED do oświetlania budynków. Trzymam kciuki! :D

CO2-neutral-vision-logo-600x337-2-2

 

 

 

Advertisements

To nie jest kraj dla pracujących kobiet

Szwajcarki wychodzą na ulicę. Są wkurzone. Wydawałoby się, że w kraju, który przoduje w rankingach dobrobytu i szczęśliwości, niczego nie może im brakować.. A jednak. O tym, że szwajcarskie kobiety jako jedne z ostatnich na świecie uzyskały prawa wyborcze (w 1971 r., a w niektórych kantonach dopiero w.. 1991!)  przeczytamy w każdej książce do WOSu (swoją drogą jest jeszcze taki przedmiot w szkołach??). Okazuje się, że konsekwencje długotrwałej dyskryminacji Szwajcarki odczuwają do dziś, głównie na rynku pracy.

Pytanie, czy aby na pewno jest to dyskryminacja, czy po prostu zakonserwowany model społeczeństwa, w którym kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna zarabia pieniądze. Czy Szwajcarki to jego ofiary czy beneficjentki? Bo jeśli nie robią zbyt wiele, żeby ten stan rzeczy zmienić, to może tak im się podoba? A może próbują, tylko mało kogo to obchodzi. Przecież są ważniejsze “męskie” tematy: energia atomowa, azylanci, umowy bilateralne z UE..

Nie jest łatwo jednoznacznie ocenić pozycję kobiet w helweckim społeczeństwie. Znam Szwajcarki, które pracują i takie, które zajmują się domem, i raczej to te pierwsze zazdroszczą drugim. Dlatego 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, oddaję głos Królowej Statystyce.

Kobiety w Szwajcarii zarabiają o 20 proc. mniej niż mężczyźni na porównywalnych stanowiskach. 

Tak wynika z opublikowanych niedawno danych Eurostatu. Średnio w Europie tzw. gender gap w zarobkach wynosi 16,4 proc. Przekładając to na język konkretów. Przeciętna Szwajcarka pracuje “za darmo” od połowy października każdego roku (gdyby przez resztę roku jej wynagrodzenie było równe pensji kolegów z pracy). Co ciekawe, sytuacja szwajcarskich kobiet jest pod tym względem o wiele gorsza niż Polek, którym wypłaty zabrakłoby na ostatnie 15 dni w roku.

Organizatorki marszu kobiet w Genewie nawołują, żeby koleżanki, które zazwyczaj pracują do godz. 17 wyszły dzisiaj z pracy o godz. 15.20 i w ten sposób zaprotestowały przeciwko różnicy w zarobkach.

Na szwajcarskich uniwersytetach brakuje kobiet 

Choć Szwajcaria wygrywa we wszystkich możliwych rankingach dobrobytu, mierzonego wysokością dochodu narodowego na mieszkańca, to jeśli chodzi o równość płci, ciągnie się w ogonie świata razem z takimi krajami jak Turcja czy Korea Południowa. Głównym wskaźnikiem, który spycha Szwajcarię na koniec lokaty, jest niewielki odsetek kobiet z wyższym wykształceniem. W Europie regułą jest to, że na uniwersytetach kobiety przewyższają liczebnością mężczyzn (średnio o ponad 4 proc., w Finlandii aż o 13 proc.). Ale nie w Szwajcarii. Tutaj na wyższych uczelniach pań jest aż o 12,5 proc. mniej niż panów. Dlaczego? Sporo wyjaśnia..

Państwo socjalne wcale nie znaczy prorodzinne 

..kolejny punkt, a mianowicie koszty opieki nad dziećmi. W Szwajcarii pochłaniają one ponad 40 proc. średniego wynagrodzenia (gorzej w Europie jest tylko na Wyspach). Żłobki, przedszkola, prywatne opiekunki są tak drogie, że wielu kobietom ostatecznie najbardziej opłaca się zostać w domu. Fakt, rodzina z dziećmi płaci płaci niższe podatki, otrzymuje też zasiłek (nie żeby kokosy, ok. 200 fr. na dziecko), jednak to wszystko nie wystarcza, aby matka mogła pracować na cały etat. Dlatego..

Matki-Szwajcarki siedzą w domach 

..wiele matek pracuje na część etatu, często tylko raz-dwa razy w tygodniu. Szwajcarski rynek pracy jest bardzo elastyczny i daje dużo możliwości pracy w niepełnym wymiarze godzin. Dziwnym trafem, korzystają z tego głównie kobiety. Tu znowu przywołam statystki, według których niepełnowymiarowo pracuje aż 8 na 10 szwajcarskich matek, z czego połowa poniżej 50 proc. etatu. Ma to poważne konsekwencje, m.in. w postaci..

Szwajcarki otrzymują o wiele niższe emerytury niż Szwajcarzy 

..niskich emerytur. Średnio kobiety otrzymują o 37 proc. niższe świadczenie niż mężczyźni. Wiele tych, które nigdy nie pracowały, albo pracowały tylko na część etatu, żyje poniżej minimum egzystencji, określanej w Szwajcarii na 3100 franków miesięcznie. Takie są przykre konsekwencje wciąż pokutującego w Szwajcarii tradycyjnego podziału ról genderowych.

Na koniec, żeby nie było, że Szwajcaria to kraj bankowców i kur domowych.. Szwajcarki licznie reprezentują swój kraj w parlamencie: zajmują jedną trzecią politycznych stanowisk (lepiej jest tylko w krajach skandynawskich). Większy niż europejska średnia jest też w Szwajcarii procent kobiet na kierowniczych na stanowiskach. I co najważniejsze, liczba kobiet-menedżerek z roku na rok się zwiększa.

Girl Power! 👊👊🏻👊🏽👊🏿

 

37ad26df9f303d58426279c75280604286d283a5ef0305ee9f523c42b48925ee

Marsz kobiet w Genewie. Styczeń 2017. Źródło: The Local

Ucieczka z raju, czyli gdzie emigrują Szwajcarzy

Od dawna naczelnym tematem w szwajcarskich mediach jest to, kto do kraju “napływa” i w jakiej liczbie (albo, jak lubią niektórzy dziennikarze, ilości). Niemal codziennie atakują nas niusy, że już jedna trzecia mieszkańców ma imigranckie korzenie, że z roku na rok “obcych” jest coraz więcej, że w szpitalach co drugi niemowlak ma na imię Amar, że biednym Szwajcarom – my, ekspaci, migranci, azylanci – zabieramy pracę, narzucamy zwyczaje i zmieniamy kulturę.

“Pani mąż to Szwajcar? Ale taki 100-procentowy? Niemożliwe..” – usłyszałam od rekruterki podczas jednej z rozmów o pracę. Tak, “prawdziwego” Szwajcara niedługo będzie można spotkać jedynie w muzeum.. Jakie szczęście, że mam w domu taki eksponat ;P

Nie wiem, czy to inwazja “obcych” powoduje, że Szwajcarzy z bólem serca porzucają swoją krainę mlekiem i miodem płynącą, ale faktem jest, że robią to coraz częściej. Statystyki, opublikowane właśnie przez szwajcarskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, mówią, że już 760 tys. posiadaczy szwajcarskiego paszportu wybrało do życia inny kraj. To rekordowa liczba, która oznacza, że ze Szwajcarii emigrowało ok. 11 proc. mieszkańców. Sporo, jak na społeczeństwo, które uważa swój kraj za najlepszy na świecie.

Decyzja o emigracji na pewno nie jest dla Szwajcara łatwa. No bo jak tu wybrać miejsce, które pozwoli cieszyć się podobnym dobrobytem? Nie dziwi, że na pierwszym miejscu Szwajcarzy przeprowadzają się do sąsiadów  – Francji, Niemiec i Włoch. Ze względu na odległość, język i podobną kulturę. Kolejne kierunki w Europie to Hiszpania i Wielka Brytania. Poza Europą najbardziej popularna jest Azja – Bangkok, Hong Kong, Manila i Singapur, potem Kanada i Stany Zjednoczone. Sporo Helwetów mieszka też w Australii i Nowej Zelandii.

Trudno powiedzieć, czy to potrzeba zmiany, strach przed obcymi czy inne powody, skłaniają Szwajcarów do emigracji (na pewno nie jest to wyjazd “za chlebem”). Być może kierunki dobierane są pod względem dostępności sera.. Czy Szwajcarzy mają dosyć własnej ojczyzny? Nie czują się u siebie jak w domu?

Mam swoją teorię, że to prawicowi radykałowie swoimi kampaniami, zamiast – tak, jak chcieli – wypędzić migrantów, wykurzają z kraju Szwajcarów? :) Brawo SVP!

 

 

 

 

Czy praca w Szwajcarii jest święta?

Początek maja to dobry czas, aby poruszyć temat pracy, praw pracowniczych, warunków zatrudnienia i wynagrodzenia – to kwestie, o których żywo dyskutuje się także w Szwajcarii. Okazuje się, że również tu pracownicy bywają wyzyskiwani i oszukiwani. Niestety dotyczy to najczęściej obcokrajowców.

W Zurychu odbyło się wczoraj kilka demonstracji z okazji Święta Pracy. Postulaty, tj. wprowadzenie ustawowej płacy minimalnej i wzmocnienie systemu ubezpieczeń społecznych to nie propaganda garstki lewaków, ale coś, o co walczą pracownicy wielu grup zawodowych w kraju.

Zaczął się sezon emigracji zarobkowych i dostaję od Was sporo pytań m.in. o to, czy aby szukać pracy w Szwajcarii konieczne jest pozwolenie, na co zwracać uwagę podpisując umowę o  pracę, ile zarabiają Szwajcarzy i czy pracodawca ma prawo zapłacić mniej Polakowi tylko dlatego, że jest Polakiem i w końcu – jak walczyć z nieuczciwymi pracodawcami?

Zapytałam o to Adama Rogalewskiego, który jest przedstawicielem polskich pracowników w UNII, największym szwajcarskim związku zawodowym. Mam nadzieję, że ta rozmowa pomoże przynajmniej niektórym z Was sprawniej poruszać się po szwajcarskim rynku pracy. Uczcie się o swoich prawach i nie dajcie się oszukać!

2015_09_22_EESC membersunia

 

Agnieszka Kamińska: Szwajcaria stoi otworem dla Polaków, a mimo to nie widzimy dużego zainteresowania tym rynkiem. Z czego to wynika?

Adam Rogalewski: Szwajcaria nigdy nie była tradycyjnym kierunkiem polskiej emigracji. Panuje przeświadczenie, że to wymagający rynek, gdzie trudno o pracę i to jest prawda. Wielu Polaków nie wie, że od 2011 r. nie potrzebne jest uzyskanie pozwolenia o pracę, żeby móc zatrudnić się w Szwajcarii. Co więcej, przez trzy miesiące możemy tu poszukiwać zatrudnienia nie musząc nawet rejestrować pobytu. Później natomiast, w zależności od tego, jaką umowę o pracę podpiszemy, przysługują nam różne rodzaje pozwolenia na pobyt: L na rok lub B na pięć lat. Druga sprawa to przegłosowany w 2014 r. w referendum postulat ograniczenia napływu obcokrajowców. Tu jednak żadne prawo nie weszło jeszcze w życie, więc szwajcarski rynek wciąż jest dla nas otwarty.

AK: Czy jeśli chodzi o warunki pracy, Szwajcaria to raj dla Polaków?

AR: Tam, gdzie obowiązują tzw. układy zbiorowe pracy, a jest tak w większości branż zdominowanych przez obcokrajowców, warunki są bardzo dobre. Oprócz wysokiego wynagrodzenia, pracownicy mają pełną ochronę socjalną i dodatki np. w postaci trzynastej pensji. Ale są sektory, gdzie nie jest tak dobrze. Największym problemem jest rolnictwo, gdzie pracuje też dużo Polaków. Mimo że istnieją pewne rekomendacje, dotyczące zarobków i warunków pracy w tym sektorze, bardzo trudno go kontrolować i pracownicy są tam często wykorzystywani. Drugą grupą osób narażonych na wykorzystywanie są opiekunki zatrudniane przez rodziny , gdzie również często dochodzi do nadużyć, zwłaszcza jeśli chodzi o czas pracy.

AK: Z jakimi problemami borykają się polscy pracownicy?

AR: Najwięcej problemów pojawia się wśród pracowników delegowanych. Przykładowo, polska firma wysyła pracownika do Szwajcarii, a przy wypłacie okazuje się, że pieniądze się nie zgadzają. Czasem wynika to z niedopatrzenia, bo relacje między podwykonawcami bywają skomplikowane i polski pracodawca może sam nie wiedzieć, ile wypłaty powienien naliczyć, a czasem jest to po prostu oszustwo. Bywa, że Polacy się na to godzą, bo choć zarabiają mniej niż Szwajcarzy, dla nich to i tak dużo. Pamiętajmy, że bez względu na to skąd pochodzimy, pracując w Szwajcarii przysługuje nam szwajcarskie wynagrodzenie, nawet jeśli zostaliśmy oddelegowani tu przez polską firmę. Płacenie mniej to tzw. dumping, który jest nielegalny. Płaca nie jest tajemnicą, w każdej chwili możemy zapytać pracodawcę, ile zarabia Szwajcar, który z nami pracuje. Również na stronie GAV-Service dostępna jest tabela wynagrodzeń, gdzie każdy może sprawdzić, ile powinien zarabiać minimalnie, w zależności od zawodu, wykształcenia, wieku, doświadczenia. Ogólna zasada jest taka, że minimalne wynagrodzenie nie powinno być niższe niż 50 proc. płacy średniej, która w Szwajcarii wynosi obecnie ok. 6,8 tys. franków brutto.

AK: Głośna była sprawa polskich pracowników wykorzystywanych przy budowie dworca w Zurychu. Czy takich historii jest więcej?

AR: Polscy gipserzy, którzy budowali hotel w Davos byli zmuszani do samozatrudnienia, nie byli opłacani przez trzy miesiące, głodowali, rodzina wysyłała im paczki z Polski. Jeden z nich przypłacił to zdrowiem, wylądował w szwajcarskim szpitalu, po czym dostał rachunek opiewający na 12 tys. franków. Była też głośna sprawa przy budowie targów w Bazylei, gdzie firma z Polski zatrudniała 50-letnich pracowników jako praktykantów. Znam przypadek polskiej opiekunki osób starszych, która była zmuszana do pracy 31 nocy z rzędu bez przerwy, ponieważ nie miała nikogo na zastępstwo. Dobrą wiadomością jest to, że wkrótce – prawdopodobnie już od maja – opiekunki zatrudnione przez firmy zostaną objęte układem zbiorowym pracy dla pracowników agencyjnych i będzie można łatwiej kontrolować ich wynagrodzenie, a dodatkowo będą uprawnione do trzynastej pensji oraz dodatkowych płatnych dni wolnych na edukację w miejscu pracy.

AK: Co zrobić, kiedy zorientujemy się, że zarabiamy za mało?

AR: Polscy obywatele często stają przed wyborem: albo będę się godził na wykorzystywanie i zamiast 30franków za godzinę dostanę 15, albo będę się sądził o odszkodowanie, ale nie wiadomo, czy później znajdę zatrudnienie. Przede wszystkim radziłbym zrobić wszystko, aby do takiej sytuacji nie dopuścić. Po pierwsze, nie przyjeżdżajmy do pracy w Szwajcarii w ciemno z nastawieniem „na pewno coś znajdę”, zwłaszcza, jeśli nie mamy oszczędności, żeby przez kilka miesięcy się tu utrzymać. Znacznie lepiej jest skorzystać z usług profesjonalnych, sprawdzonych agencji pracy. Po drugie, jeśli już mamy pracę zadbajmy o to, aby podstawowe warunki, w tym wynagrodzenie były przedstawione w formie pisemnej, najlepiej w języku, który rozumiemy. Warto się też upomnieć o tzw. Lohnabrechnung, czyli comiesięczny odcinek wypłaty, na którym widzimy, na co dokładnie idą odprowadzane z naszego wynagrodzenia składki. Każdy pracownik powinien też samodzielnie notować swoje godziny pracy, żeby w ewentualnej konfrontacji z pracodawcą dysponować wiarygodnymi danymi. Jeżeli już dojdzie do najgorszego, mamy prawo pozwać nieuczciwego pracodawcę, ale pamiętajmy, że takie sprawy potrafią ciągnąć się latami i w dodatku wymagają sprawnego posługiwania się językiem obcym, dlatego o wiele korzystniej jest, aby naszych interesów broniły związki zawodowe.

AK: Które w Szwajcarii są bardzo silne..

AR: W Szwajcarii co czwarta pracująca osoba należy do związku zawodowego. Polacy często mają złe mniemanie o związkach, uważają je za upolitycznione, natomiast w Europie Zachodniej pełnią one bardzo ważną rolę w społeczeństwie i warto być ich częścią. UNIA, czyli największy związek zawodowy w Szwajcarii, zrzesza ok. dwieście tysięcy pracowników sektora prywatnego: Szwajcarów i obcokrajowców. Podlegają nam m.in. osoby pracujące w branży budowlanej, przemyśle, hotelarstwie, handlu, a także pielęgniarki, opiekunki, sprzątaczki oraz wszyscy zatrudnieni przez agencje pracy tymczasowej. Średnio do UNI co miesiąc przystępuje ok. 10 osób, a według najnowszych danych mamy ok. 1-1,1 tys. polskich członków.

AK: Co daje przynależność do UNI?

AR: W większości branż pracownicy i tak odprowadzają część wynagrodzenia na układ zbiorowy pracy, a w praktyce nic z tego nie mają. Jeśli j zapiszą się do UNII, my zwracamy część tej składki, a korzyści z przynależności do związku są zdecydowanie większe. Unia gwarantuje przede wszystkim pomoc prawną w sprawach związanych z prawem pracy, migracyjnym, podatkowym. Tym ubezpieczeniem objęta jest każda osoba, która należy do Unii od co najmniej trzech miesięcy. W 2013 r. wywalczyliśmy ponad milion franków odszkodowania dla polskich pracowników w Szwajcarii. Ponadto oferujemy tłumaczenia dokumentów oraz tysiąc franków rocznie na szkolenia zawodowe czy językowe. Pamiętajmy też, że w krajach, gdzie jest silne uzwiązkowienie, ludzie zarabiają więcej, więc warto jest wspierać związki. Ważna jest też funkcja integracyjna. Jesli ktoś chce zostać tu na stałe i stać się częścią szwajcarskiego społeczeństwa, musi wstąpić do jakiejś organizacji, a najlepszą jest związek zawodowy, który umożliwia też kontakty społeczne i obywatelską aktywność. Mając wsparcie związku, nie będziesz w swoich sprawach sam, co na emigracji jest szczególnie ważne.

Więcej o UNII: http://www.unia.ch

Info w jęz. polskim: http://www.unia.ch/de/arbeitswelt/von-a-z/migrantinnen/polnische-infos/

Kontakt do polskich przedstawicieli w UNII:

Adam Rogalewski (Zurych) 00 41 79 535 74 10

Artur Bienko (Genewa) 00 41 79 652 9937

Jarać jak Szwajcar

Szwajcarzy palą. Palą dużo. Palą wszędzie. Dmuchną Ci w twarz i nawet nie przeproszą, a po wszystkim rzucą peta tam gdzie stoją.

Zdziwieni? Ja też byłam. Przecież palenie już od dawna jest passe, a to taki wysportowany naród, żyjący bio, eko i organic, chwalący się najczystszą na świecie wodą i powietrzem, szczęśliwymi krowami i kurami.. Jakoś papieros mi tu nie pasował.

Zajmujące się uzależnieniami szwajcarskie stowarzyszenie Sucht Schweiz opublikowało niedawno raport, z którego wynika, że co czwarty mieszkaniec Szwajcarii regularnie pali papierosy i w przeciwieństwie do innych krajów, ten odsetek od lat się nie zmniejsza. Moda na niepalenie najwidoczniej jeszcze tu nie dotarła. Co gorsza, palenie jest coraz bardziej “in” wśród nastolatków; w tej grupie palaczy jest aż 27 proc. – więcej niż w poprzednich latach.

Palą – trudno, ich sprawa. Najgorzej, że robią to wszędzie. W Szwajcarii zakazy palenia to rzadkość. Zapalić papierosa można na przystanku autobusowym, na peronie, w hali dworca, nawet w niektórych barach. Popielniczką jest najczęściej ulica, co sprawia, że pety leżą wszędzie, przyklejają się do butów, pływają w kałużach i przymarzają do krawężników. Ble, ble i jeszcze raz ble!

Sucht Schweiz od dawna apeluje do rządzących o wprowadzenie choćby zakazu reklam papierosów na billboardach, w mediach i internecie. Bez skutku. Przecież nie bez powodu Szwajcaria jest europejskim centrum operacyjnym takich nikotynowych gigantów jak Philip Morris czy British American Tobacco. Wolność gospodarcza nade wszystko!