Życie z otwartym rachunkiem

Grafik_Rechnung_2016_01032017

Fot. crif.ch

Część z Was na pewno dobrze wie, co mam na myśli. Wyprzedaż na Zalando, ale wypłata dopiero za dwa tygodnie? W Szwajcarii to żaden problem. Kupujesz, klikasz „auf Rechnung”, dostajesz i płacisz za miesiąc. Dzisiaj będzie o systemie opóźnionych płatności i o tym, że w Szwajcarii (odkrycie!) nie wszyscy są krezusami.

Nie wiem, czy podobne rzeczy działają w innych krajach, może Wy macie na ten temat lepsze informacje. Ja spotkałam się z tym po raz pierwszy, i póki co jedyny, w Szwajcarii, i przyznam, że na początku byłam w szoku. Bo jak to, kupić, ale nie zapłacić? Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. A robi tak, uwaga, 80 proc. kupujących online (badania GFK z marca 2017 r. – patrz zdjęcie u góry).

To głównie sklepy internetowe, choć nie tylko, oferują możliwość płatności w formie rachunku. Zakupiony przedmiot czy też usługę otrzymujemy natychmiast, natomiast zapłata jest odroczona w czasie. Dostajemy rachunek razem z przesyłką i, o ile firma nie ustali inaczej, na jego uregulowanie mamy 30 dni od momentu wystawienia. W Szwajcarii zakupy na raty czy kredyty konsumpcyjne nie są tak popularne i łatwo dostępne, jak w Polsce. Może dlatego Szwajcarzy wymyślili sobie taką właśnie formę kupowania “na krechę”. Od ręki nie płaci się też za wizytę u lekarza (nie dotyczy weterynarzy i dentystów), ale to akurat wynika z systemu rozliczeń między placówkami medycznymi a ubezpieczycielami.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że coraz więcej osób rachunków nie płaci. W 2016 roku jedna czwarta społeczeństwa miała zaległości finansowe – i nie chodzi tu tylko o przedawniony rachunek z Galaxusa (internetowy sklep ze wszystkim), ale też nieopłacony prąd, telefon czy nawet wynajem mieszkania (Intrum Justitia: Payment Report). Firmy ubezpieczeniowe alarmują, że ponad 100 tys. osób w całym kraju zalega z opłatami za ubezpieczenie zdrowotne (w Szwajcarii jest ono obowiązkowe). Tylko w kantonie Zurych w 2014 roku (ostatnie dostępne dane) otwarte były rachunki warte łącznie 37,8 mln franków i w ciągu siedmiu lat zaległości się podwoiły. Szwajcarzy spóźniają się nie tylko z bieżącymi opłatami, ale też m.in. z płaceniem podatków. W połowie grudnia ubiegłego roku lokalna gazeta z Lucerny informowała, że tylko w tym mieście do fiskusa nie trafił podatek od 115 tys. osób (miały czas do końca roku).

Tzw. “system odroczonych płatności” jest bardzo atrakcyjny dla konsumenta, ale z punktu widzenia przedsiębiorstw to porażka. W wielu sytuacjach jest zupełnie niewydolny, bo – tak, jak wiele relacji społecznych w Szwajcarii – opiera się na zaufaniu. To oznacza, że nie ma zapisów prawnych ani o obowiązujących terminach płacenia rachunków (wspomniane wyżej 30 dni to też zwyczaj, nie prawo), ani o opcjach ściągania zaległości. Zainteresowanym polecam dobry tekst na ten temat (niem.). Otwarte rachunki zaczynają być zmorą szwajcarskiej gospodarki.

Dlaczego ludzie nie płacą? Bo czują się bezkarni, i/lub najzwyczajniej ich na kupione “na rachunek” rzeczy nie stać. Co piąty mieszkaniec Szwajcarii przyznaje, że przejada wszystko, co zarobi (po niemiecku nazywa się to życie von der Hand in den Mund) i nie jest w stanie odłożyć pieniędzy na niespodziewane wydatki (BFS: 2017).

Bo, niespodzianka, Szwajcaria to też ludzie biedni. Szacuje się, że nawet milion osób żyje tu na granicy ubóstwa, ustalonej na poziomie 2,2 tys. CHF miesięcznie dla osoby samotnej i 4 tys. CHF dla rodziny 2+2. I niech nikt mi nie mówi, że 2 tys. franków to jest dużo.

Zaskoczeni? Kompletnie kłóci się to z rozpowszechnionym w świecie obrazem Szwajcarii, jako kraju szczęśliwości, przodującego w rankingach liczby milionerów na kilometr kwadratowy, prawda? A to tylko jedna z nieoczywistości, które sprawiają, że ten kraj – czasem mam wrażenie, że wielu zupełnie nieznany – jest tak interesujący.

Zapraszam Was do poszukiwania ze mną szwajcarskich nieoczywistości i wychodzenia poza stereotypy kraju sera, czekolady i bankierów. To tylko jedna z wielu “twarzy” Szwajcarii.

Advertisements

Brzydsza strona Szwajcarii: o śmieciach

Za każdym razem, kiedy słyszę: Szwajcaria, ooo tam jest tak czysto!, ogarnia mnie pusty śmiech. Fakt, wszyscy tu mają fioła na punkcie segregacji śmieci – rozbierają na czynniki pierwsze nawet kubeczek po jogurcie. Kontenerów na poszczególne odpadki są tysiące, a śmieci można wyrzucać jedynie w oznaczonych przez daną gminę workach, za które oczywiście trzeba płacić, więc każdy stara się je przed wyrzuceniem wypełnić tak, aż pękają w szwach. Gorzej, kiedy na obiad jest akurat mięso albo ryba, a śmierdzących odpadków trzeba się pozbyć od razu. Wtedy konspiracyjnie wrzuca się je do najbliższego śmietnika na przystanku autobusowym i po sprawie.

Najgorsze jednak zaczyna się latem. Wtedy wszyscy wylegają do parków, na zieloną trawkę, nad rzekę. Grillowanie to narodowy sport Szwajcarów. Rozpalają ogniska, pieką bratwursty i cervele, jedzą, piją.. a potem idą do domu i zostawiają wszystko, co zostało tam, gdzie siedzieli. Tak, takie rzeczy w Szwajcarii. Nieważne, że śmietnik jest w pobliżu, a dla wyjątkowo leniwych pracownicy gminy poprzywiązywali worki na śmieci do drzew. Nie działa.. Mieszkam nad rzeką i po każdym weekendzie widzę tam jeden wielki śmietnik – resztki jedzenia, opakowania po najróżniejszych rzeczach, jednorazowe grille, butelki po winie i wódce, puszki po piwie, papier toaletowy, pieluchy (!).. i pety, pety, pety, ale o ich wszechobecności pisałam tutaj już nie raz. Żeby nie było, że przesadzam – to tylko kilka zdjęć z mojego poniedziałkowego spaceru z psem..

 

Szwajcarzy twierdzą, że śmiecą przyjezdni. I fakt, akurat nad moją rzeką balują głównie imigranci, oni też – być może kultywując zwyczaje z miejsc pochodzenia – wyrzucają codziennie na trawnik jedzenie, które potem pochłania na spacerach mój pies (damn!). Ale, ale.. nie raz widziałam już szwajcarskich chłopców wtykających puszkę po piwie w żywopłot albo wyrzucających papierek po lodzie tak po prostu na chodnik. Nie ma więc co całej winy zrzucać na “obcych”. Swoją drogą ten szwajcarski syf to była dla mnie jedna z największych niespodzianek po przyjeździe tutaj. Czy opowieści o czystej Szwajcarii można włożyć między bajki?

 

Szwajcaria – tu się oddycha! Pamiętacie tę scenę z Vabank II? Rzeczywiście, mierniki jakości powietrza pokazują, że jest tu lepiej, niż w innych krajach w Europie, choć to nie znaczy, że jest dobrze. Europejska Agencja Środowiska EEA szacuje, że każdego roku 5 tys. osób mieszkających w Szwajcarii umiera z powodu chorób wywołanych właśnie zanieczyszczonym powietrzem i to plasuje kraj mniej więcej w połowie europejskiej tabeli. – Co Wy wiecie o smogu? – uśmiechną się pewnie teraz mieszkańcy Krakowa czy Warszawy. Fakt, ogólnie nie ma co narzekać, ale są miasta, jak np. Genewa, gdzie zanieczyszczenie powietrza przekracza sezonowo wyznaczone przez WHO normy bezpieczeństwa, a zimą tego roku we włoskim kantonie Ticino z powodu wysokiego stężenia toksycznego smogu w powietrzu zakazano ruchu niektórym pojazdom z silnikiem diesla. Czyste alpejskie powietrze to, jak się okazuje, również mit.

Reputacji kraju broni chyba tylko woda, która jest wymieniana jako jedna z najczystszych na świecie. Tutaj pewnie też dałoby się do czegoś przyczepić.. ;) ale.. wodę można spokojnie pić z kranu, oszczędzając na butelkowanej, kąpiele w rzekach i jeziorach również jak najbardziej, bez ryzyka gronkowców i innych świństw. Swoją drogą Szwajcaria zrobiła ogromną robotę, zważywszy na to, że jeszcze w latach 80. XX wieku pływanie z Renie było zabronione ze względów higienicznych.

Na koniec – dobre przykłady. W tegorocznym referendum Szwajcarzy opowiedzieli się za wdrożeniem Energetycznej Strategii 2050, której kluczowe założenia mówią o ograniczeniu produkcji energii atomowej na rzecz rozwoju odnawialnych źródeł energii (ma na to iść 480 mln franków rocznie). Oprócz tego, celem jest też ograniczenie zużycia energii przez gospodarstwa domowe o 43 procent do 2035 roku (w odniesieniu do roku 2000).

Robicie zakupy w Coopie? Największa sieć szwajcarskich marketów ogłosiła niedawno, że do 2023 roku chce ograniczyć do zera emisję CO2, m.in. poprzez budowę energooszczędnych sklepów, wymianę systemów chłodniczych i użycie technologii LED do oświetlania budynków. Trzymam kciuki! :D

CO2-neutral-vision-logo-600x337-2-2

 

 

 

Brocki! Co kryją szwajcarskie second handy

Początki emigracji dzielą się zazwyczaj na dwie fazy. Pierwsza to stan zachwytu, kiedy wszystko, co nowe wydaje nam się lepsze niż to, co znane z kraju, z którego przybyliśmy. Trwa jest bardziej zielona, sąsiedzi milsi, nawet autobusy się nie spóźniają. W fazie drugiej, kiedy codzienność staje się coraz bardziej zwykła, zaczynamy powoli dostrzegać minusy: sympatyczna sąsiadka okazuje się ciekawską plotkarą, autobus może i się nie spóźnia, ale za to bilety są drogie, sterylność chodników, która tak nam się przecież podobała, teraz tylko wkurza. I w ogóle to w Polsce jest jakoś tak bardziej swojsko :)

Im dłużej mieszkam w Szwajcarii, tym bardziej wydaje mi się, że przerabiam scenariusz odwrócony. Na początku wszystko było nie tak: bariera językowa oznaczała irytujący brak samodzielności, codzienność wypełniała walka z urzędami i bezskuteczne poszukiwania pracy, w dodatku wszystko było drogie, a ludzie naokoło wydawali się mało pomocni. Mniej więcej po pół roku stresu, postanowiłam odpuścić. Skoro już tu jestem i nic nie mogę zmienić, jedyne, co mi pozostaje to się dostosować, zaakceptować inne procedury, zwyczaje, jak najszybciej nauczyć się języka i korzystać z życia na tyle, na ile się da. A przede wszystkim odkrywać nowe!

Dlaczego tekst jest o second handach? Bo to właśnie jedno z moich niedawnych odkryć, a także coś, co zmieniło nieco moje postrzeganie Szwajcarii, jako miejsca, gdzie bez wielkich pieniędzy nie da się ciekawie żyć.

Każdy expat, któremu przyszło urządzać się w Szwajcarii, wie, że przede wszystkim jest to bardzo drogie. Mieszkania, które wynajmujemy, trzeba zazwyczaj samodzielnie umeblować, a przecież nie da się wszystkiego przywieźć z Polski. W Szwajcarii znajdziemy oczywiście pełno sklepów z designerskimi meblami najwyższej jakości, ale nawet w sieciówkach typu Pfister (ach, jakie tam wszystko jest piękne!) ceny są kosmiczne. Dla tych, którzy nie chcą, aby ich mieszkania wyglądały jak z wystawki z katalogu Ikei, alternatywą są Brocki.

Brokenhaus, Brokenstube, Brokenhalle, czyli w skrócie Brocki, czyli szwajcarskie second handy. To miejsca, gdzie znajdziemy dosłownie wszystko! Meble: krzesła w stylu Ludwika XVI, ręcznie malowane szafy, trójkątne stoliki z lat 50-tych XX w., barowe hockery, porządne drewniane stoły, witryny kuchenne w rustykalnym stylu, ale też zwykłe w miarę nowoczesne meble z sieciówek. Brocki to raj dla lubiących porcelanę i szkło, trafiają się całe zastawy Rosenthala. Jest także ceramika, garnki, patelnie, czajniki, żelazka, lampy we wszystkich możliwych stylach.. W większych Brokenhaus’ach znajdziemy osobne piętro z ubraniami, torbami i sprzętem sportowym. Dla mnie prawdziwym hitem są książki: powieści, albumy, słowniki, stare mapy, przewodniki, komiksy, w różnych językach. Znajoma trafiła na moskiewskie wydanie “Anny Kareniny” z 1903 roku w stanie niemal idealnym za 7 franków (28 zł)! Są też działy z płytami winylowymi i CD, filmami DVD i kasetami. Kolekcjonerzy mogą tu znaleźć stare aparaty fotograficzne, modele aut, a nawet.. hełm szwajcarskiej armii ;) Ja zawdzięczam Brocki m.in. trochę ceramiki (w tym tradycyjną szwajcarską maselnicę, w której trzymam papiery), wiklinowy kosz piknikowy, słoje, które służą mi za wazony, no i oczywiście książki (1 CHF za sztukę) :)

Brocki to dla Szwajcarów przede wszystkim wygodny sposób pozbycia się rzeczy, których już nie używają (transport jest za darmo). Można je znaleźć na obrzeżach miast i w mniejszych miejscowościach (tam zazwyczaj jest taniej, ale wybór mniejszy). Ja linkuję kilka, które znam w Winterthur i w Zurychu. Te zuryskie są nieco bardziej “hipsterskie”, wiele mebli jest tam odrestaurowanych, co znajduje odzwierciedlenie w cenach. Tak czy inaczej, czy to na zakupy, czy tylko pooglądać, warto się tam wybrać, choćby po to, żeby zobaczyć trochę inną Szwajcarię.

Winterthur:

http://www.brocki-grueze.ch/

http://www.brockenstube-winterthur.ch/

http://www.brockenhalle.com/

Zürich:

http://www.zuercher-brockenhaus.ch/

http://www.brocki.ch/filialen/zürich