Dolina Krzemowa w otoczeniu Alp

IMG_6526

Piękne, bogate i przyjazne obcokrajowcom. No i ma jezioro.. Niewielkie Zug to zagłębie finansowo-handlowe Szwajcarii. To tu miałam zamieszkać po przeprowadzce.. Ale życie (a dokładniej praca męża) zdecydowało inaczej ;) Teraz wracam, żeby przedstawić Wam miasteczko, nad którym wznosi się Rigi – królowa gór.

Liczące niespełna 30 tys. mieszkańców, leżące w północno-wchodniej części kraju miasteczko to stolica kantonu o tej samej nazwie, jednego z najmniejszych w Szwajcarii. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku był to jeden z najsłabszych gospodarczo regionów kraju, borykający się z zadłużeniem i bezrobociem. Dziś to najbogatszy kanton w Szwajcarii, gdzie odsetek bezrobotnych wynosi niewiele ponad 2 proc., a mieszkańcy mogą cieszyć się szerokim dostępem do najwyższej jakości usług.

Swój spektakularny sukces Zug zawdzięcza przyjaznemu biznesowi systemowi podatkowemu. Stawki podatku lokalnego, płaconego na rzecz kantonu, są tu bliskie zeru, a ogólnopaństwowe daniny od przychodów przedsiębiorstw są najniższe w całej Szwajcarii i wynoszą 15 proc. Dla porównania średnio w pozostałej części kraju jest to ponad 20 proc. Co więcej, zagraniczne holdingi, które w kantonie Zug mają swoje przedstawicielstwa, są dodatkowo uprzywilejowane i płacą podatek w wysokości niespełna 9 proc. To dlatego ten region Szwajcarii przyciągnął globalnych gigantów, tj. Siemens, Johnson & Johnson czy Glencore. Szczególnie preżnie działają tu firmy wydobywcze (m.in. Xstarta – jeden z największych na świecie producentów miedzi), farmaceutyczne (np. Roche) i banki. Ale Zug przyciąga również małe biznesy, m.in. technologiczne start-upy. Można powiedzieć, że to szwajcarska Silicon Valley. Ale ponieważ to miejsce upodobały sobie zwłaszcza firmy obracające bitcoinami, utarła się nazwa.. Crypto Valley.

Obecność międzynarodowych korporacji sprawia, że Zug jest miejscem, do którego napływają pracownicy z całego świata, co powoduje, że miasto jest naprawdę wielokulturowe. Obcokrajowcy stanowią jedną czwartą mieszkańców, a władze Zug chwalą się, że na terenie kantonu spotkać można przedstawicieli aż 128 nacji. Często są to profesjonaliści oddelegowani przez firmy do pracy w Szwajcarii, ale międzynarodowa atmosfera Zug sprawia, że chętnie próbują tu szczęścia osoby bez doświadczenia.

Codzienne życie w Zug jest lżejsze niż w innych miejscach w Szwajcarii, ponieważ również stawki podatku dochodowego są tu  mniej więcej o połowę niższe niż w innych kantonach. Mieszkańcy chwalą też sobie dostęp do wysokiej jakości edukacji i opieki zdrowotnej. Międzynarodowe przedszkola i szkoły, cenione na świecie ośrodki medyczne – wszystko to znajdziemy w Zug. Dużym plusem jest też lokalizacja – Zug leży pomiędzy dwoma dużymi szwajcarskimi miastami: Zurychem i Lucerną. Minusem jest niestety to, że ogromny napływ obcokrajowców powoduje wzrost cen, zwłaszcza jeśli chodzi o wynajem mieszkania. Na zakup nieruchomości już mało kto może tam sobie pozwolić.

Last but not least.. Zug jest iddylicznie położonym, otoczonym górami miasteczkiem, z  uroczymi starymi kamienicami. Zachody słońca nad jeziorem nie mają sobie równych! Eleganckie sklepy , kawiarnie i restauracje to znak firmowy tego miejsca, które jest również idealne na wycieczki rowerowe, jogging czy spacery. Jednocześnie, w sezonie turystycznym jest tu o wiele spokojniej niż w popularnych wśród odwiedzających Szwajcarię Lucernie czy Zurychu. Odwiedzający muszą spróbować słynnego Kirchtorte (ja nie przepadam, ale to kwestia gustu) i przepłynąć się łódką po Zugsee.

Nie wiem, czy w Zug byłabym szczęśliwsza, niż w Winti. Może zamieniłabym się już w korposzczura z pełnym franków kontem ;) Jedyne, czego zazdroszczę mieszkańcom, to jezioro. Ja do swojego mam 20 min. pociągiem i 26 franków za bilet :/ Pozostaje czekać, aż władze Winterthur spełnią swoje obietnice i wykopią nam w końcu jakieś bajoro :D

Te straszne podatki, czyli fiskus po szwajcarsku

Przedruk mojego tekstu z magazynu “Praca za granicą” nr 2/2017 

Każdy, kto jest zameldowany w Szwajcarii i spędza tu więcej niż połowę roku podatkowego, ma tymczasowe pozwolenie o pracę (typu L lub B) i osiąga jakiekolwiek dochody, płaci tzw. Quellensteuer. Jest to uproszczony podatek, pobierany „u źródła”, czyli odcinany co miesiąc przez pracodawcę z naszego wynagrodzenia.

W tym przypadku nie ma więc mowy od tzw. kwocie wolnej od podatku. Wysokość daniny wyliczana jest procentowo i zależy od wysokości zarobków oraz wielu innych czynników, takich jak status cywilny czy posiadanie potomstwa. Taryfy są też róźne, w zależności od tego, w którym kantonie jesteśmy zameldowani (ważne jest miejsce zamieszkania, a nie pracy).

Jak bardzo wysokość płaconego podatku zależy w Szwajcarii od indywidualnej sytuacji podatnika, niech zilustruje przykład. Piotr jest singlem, mieszka w kantonie Bern i zarabia 5 tys. franków. Co miesiąc musi oddać fiskusowi 555 fr., czyli 11 proc. pensji. Jeśli Piotr ożeni się z osobą niepracującą, zapłaci już tylko 361 fr. podatku, czyli niewiele ponad 7 proc. Jeśli oboje pracują i zarabiają razem 10 tys. franków, zapłacą wspólnie podatek wysokości prawie 17 proc. Natomiast, gdy pojawi się dziecko – danina wyniesie 15 proc. Z każdym kolejnym potomkiem stawka podatkowa się obniży.

WAŻNE! W Szwajcarii jest obowiązek wspólnego rozliczania się małżonków, nawet jeśli jest to mniej korzystne finansowo, niż rozliczanie się osobno.

Ulgi podatkowe 

Przy rozliczeniu u źródła możemy odliczyć od podatku następujące koszty:

– dokształcanie zawodowe – ale tylko opłaty za te szkoły czy kursy, które bezpośrednio dotyczą wykonywanego przez nas zawodu

– koszty dojazdu do pracy – ale tylko, jeśli poruszamy się komunikacją publiczną, a koszty są wyższe niż 2100 fr. rocznie; jeśli jeździmy do pracy autem, możemy odliczyć jedynie równowartość ceny biletu komunikacji publicznej

–  wydatki na III filar ubezpieczenia (w tym roku do 6786 fr. rocznie)

– alimenty

– udokumentowane koszty opieki nad dzieckiem (do 4 tys. fr. rocznie)

– odsetki od kredytów gotówkowych

– wydatki na cele charytatywne (od 100 fr.)

Występując o zwrot podatku, należy wypełnić odpowiedni formularz (do pobrania na stronie internetowej urzędu podatkowego w danym kantonie) i złożyć go do 31 marca danego roku podatkowego (w kantonie Zurich, w innych kantonach daty mogą się różnić). Na zwrot podatku czeka się nawet do kilkunastu miesięcy, w zależności od urzędu.

WAŻNE! W przypadku, kiedy płacimy Quellensteuer nie mamy obowiązku składania rocznych rozliczeń podatkowych.

Rozliczać się jak Szwajcar 

Jeśli zarabiamy rocznie więcej niż 120 tys. franków brutto, mamy pozwolenie na pobyt typu C (stały rezydent) lub szwajcarski paszport, bądź kupimy nieruchomość, mamy obowiązek rozliczać z fiskusem się w taki sam sposób, jak robią to Szwajcarzy. To oznacza płacenie podatku tylko raz w roku i znacznie więcej ulg podatkowych. Oprócz wspomnianych już kosztów, odliczyć możemy m.in. odsetki od kredytu hipoteczego, wydatki remontowe (jeśli mamy mieszkanie lub dom), koszty dojazdów do pracy i posiłków spożywanych w przerwach w pracy (np. lunczu w restauracji), II filar ubezpieczenia czy wydatki związane z opieką nadczłonkiem rodziny (np. osobą starszą lub niepełnosprawną).

Szwajcarskie daniny są pobierane na trzech poziomach – federalnym, kantonalnym i gminnym. Z tego też powodu nie można mówić o jednej kwocie wolnej od podatku, obowiązującej w całym kraju. Przykładowo, Szwajcar mieszkający w Zurychu i zarabiający więcej niż 6,7 tys. franków rocznie musi zapłacić daninę na rzecz kantonu, ale już w Bazylei kwota wolna wynosi ponad 11 tys. franków. Dodatkowo obywatele Helwecji płacą władzy federalnej podatek od dochodu przekraczającego 14,5 tys. franków.

Stawki podatku dochodowego różnią się w zależności od kantonu i sytuacji życiowej podatnika, ale średnio Szwajcar oddaje fiskusowi co roku równowartość miesięcznego wynagrodzenia. Oprócz podatku do wynagrodzenia płaci też daninę od posiadanego majątku oraz przynależności do Kościoła.

Rozliczenie do końca marca

Jeśli rozliczamy się standardowo, do końca marca musimy wypełnić dokument, podobny do polskiego PIT, w którym deklarujemy, ile zarobiliśmy w poprzednim roku, a następnie od tej kwoty odliczamy wszelkie poniesione koszty. Gotowy dokument trzeba wysłać do urzędu podatkowego (można również online), który następnie sprawdza deklarację i wylicza należny za zeszły rok podatek. To jednak nie wszystko. W Szwajcarii podatek płaci się za bieżący rok „z góry” na podstawie prognozowanych przychodów z poprzedniego roku. W okolicach kwietnia otrzymujemy więc dwa rachunki – prognozę na ten rok oraz ewentualną rożnicę pomiędzy prognozowaną kwotą, którą zapłaciliśmy w poprzednim roku, a rzeczywistym wyliczonym podatkiem. Ten ostatni rachunek należy opłacić w ciągu następnych 30 dni od jego otrzymania. Prognozę – do końca września. Możliwe jest też rozłożenie płatności na raty, ale wówczas płaci się więcej.

Rozliczenie warto wypełnić poprawnie i odesłać w terminie. Za błędy w wypełnionym formularzu oraz spóźnienie się z zapłatą podatku grożą kary, w niektórych przypadkach nawet do 10 tys. franków.

 

 

To nie jest kraj dla pracujących kobiet

Szwajcarki wychodzą na ulicę. Są wkurzone. Wydawałoby się, że w kraju, który przoduje w rankingach dobrobytu i szczęśliwości, niczego nie może im brakować.. A jednak. O tym, że szwajcarskie kobiety jako jedne z ostatnich na świecie uzyskały prawa wyborcze (w 1971 r., a w niektórych kantonach dopiero w.. 1991!)  przeczytamy w każdej książce do WOSu (swoją drogą jest jeszcze taki przedmiot w szkołach??). Okazuje się, że konsekwencje długotrwałej dyskryminacji Szwajcarki odczuwają do dziś, głównie na rynku pracy.

Pytanie, czy aby na pewno jest to dyskryminacja, czy po prostu zakonserwowany model społeczeństwa, w którym kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna zarabia pieniądze. Czy Szwajcarki to jego ofiary czy beneficjentki? Bo jeśli nie robią zbyt wiele, żeby ten stan rzeczy zmienić, to może tak im się podoba? A może próbują, tylko mało kogo to obchodzi. Przecież są ważniejsze “męskie” tematy: energia atomowa, azylanci, umowy bilateralne z UE..

Nie jest łatwo jednoznacznie ocenić pozycję kobiet w helweckim społeczeństwie. Znam Szwajcarki, które pracują i takie, które zajmują się domem, i raczej to te pierwsze zazdroszczą drugim. Dlatego 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, oddaję głos Królowej Statystyce.

Kobiety w Szwajcarii zarabiają o 20 proc. mniej niż mężczyźni na porównywalnych stanowiskach. 

Tak wynika z opublikowanych niedawno danych Eurostatu. Średnio w Europie tzw. gender gap w zarobkach wynosi 16,4 proc. Przekładając to na język konkretów. Przeciętna Szwajcarka pracuje “za darmo” od połowy października każdego roku (gdyby przez resztę roku jej wynagrodzenie było równe pensji kolegów z pracy). Co ciekawe, sytuacja szwajcarskich kobiet jest pod tym względem o wiele gorsza niż Polek, którym wypłaty zabrakłoby na ostatnie 15 dni w roku.

Organizatorki marszu kobiet w Genewie nawołują, żeby koleżanki, które zazwyczaj pracują do godz. 17 wyszły dzisiaj z pracy o godz. 15.20 i w ten sposób zaprotestowały przeciwko różnicy w zarobkach.

Na szwajcarskich uniwersytetach brakuje kobiet 

Choć Szwajcaria wygrywa we wszystkich możliwych rankingach dobrobytu, mierzonego wysokością dochodu narodowego na mieszkańca, to jeśli chodzi o równość płci, ciągnie się w ogonie świata razem z takimi krajami jak Turcja czy Korea Południowa. Głównym wskaźnikiem, który spycha Szwajcarię na koniec lokaty, jest niewielki odsetek kobiet z wyższym wykształceniem. W Europie regułą jest to, że na uniwersytetach kobiety przewyższają liczebnością mężczyzn (średnio o ponad 4 proc., w Finlandii aż o 13 proc.). Ale nie w Szwajcarii. Tutaj na wyższych uczelniach pań jest aż o 12,5 proc. mniej niż panów. Dlaczego? Sporo wyjaśnia..

Państwo socjalne wcale nie znaczy prorodzinne 

..kolejny punkt, a mianowicie koszty opieki nad dziećmi. W Szwajcarii pochłaniają one ponad 40 proc. średniego wynagrodzenia (gorzej w Europie jest tylko na Wyspach). Żłobki, przedszkola, prywatne opiekunki są tak drogie, że wielu kobietom ostatecznie najbardziej opłaca się zostać w domu. Fakt, rodzina z dziećmi płaci płaci niższe podatki, otrzymuje też zasiłek (nie żeby kokosy, ok. 200 fr. na dziecko), jednak to wszystko nie wystarcza, aby matka mogła pracować na cały etat. Dlatego..

Matki-Szwajcarki siedzą w domach 

..wiele matek pracuje na część etatu, często tylko raz-dwa razy w tygodniu. Szwajcarski rynek pracy jest bardzo elastyczny i daje dużo możliwości pracy w niepełnym wymiarze godzin. Dziwnym trafem, korzystają z tego głównie kobiety. Tu znowu przywołam statystki, według których niepełnowymiarowo pracuje aż 8 na 10 szwajcarskich matek, z czego połowa poniżej 50 proc. etatu. Ma to poważne konsekwencje, m.in. w postaci..

Szwajcarki otrzymują o wiele niższe emerytury niż Szwajcarzy 

..niskich emerytur. Średnio kobiety otrzymują o 37 proc. niższe świadczenie niż mężczyźni. Wiele tych, które nigdy nie pracowały, albo pracowały tylko na część etatu, żyje poniżej minimum egzystencji, określanej w Szwajcarii na 3100 franków miesięcznie. Takie są przykre konsekwencje wciąż pokutującego w Szwajcarii tradycyjnego podziału ról genderowych.

Na koniec, żeby nie było, że Szwajcaria to kraj bankowców i kur domowych.. Szwajcarki licznie reprezentują swój kraj w parlamencie: zajmują jedną trzecią politycznych stanowisk (lepiej jest tylko w krajach skandynawskich). Większy niż europejska średnia jest też w Szwajcarii procent kobiet na kierowniczych na stanowiskach. I co najważniejsze, liczba kobiet-menedżerek z roku na rok się zwiększa.

Girl Power! 👊👊🏻👊🏽👊🏿

 

37ad26df9f303d58426279c75280604286d283a5ef0305ee9f523c42b48925ee

Marsz kobiet w Genewie. Styczeń 2017. Źródło: The Local

Ucieczka z raju, czyli gdzie emigrują Szwajcarzy

Od dawna naczelnym tematem w szwajcarskich mediach jest to, kto do kraju “napływa” i w jakiej liczbie (albo, jak lubią niektórzy dziennikarze, ilości). Niemal codziennie atakują nas niusy, że już jedna trzecia mieszkańców ma imigranckie korzenie, że z roku na rok “obcych” jest coraz więcej, że w szpitalach co drugi niemowlak ma na imię Amar, że biednym Szwajcarom – my, ekspaci, migranci, azylanci – zabieramy pracę, narzucamy zwyczaje i zmieniamy kulturę.

“Pani mąż to Szwajcar? Ale taki 100-procentowy? Niemożliwe..” – usłyszałam od rekruterki podczas jednej z rozmów o pracę. Tak, “prawdziwego” Szwajcara niedługo będzie można spotkać jedynie w muzeum.. Jakie szczęście, że mam w domu taki eksponat ;P

Nie wiem, czy to inwazja “obcych” powoduje, że Szwajcarzy z bólem serca porzucają swoją krainę mlekiem i miodem płynącą, ale faktem jest, że robią to coraz częściej. Statystyki, opublikowane właśnie przez szwajcarskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, mówią, że już 760 tys. posiadaczy szwajcarskiego paszportu wybrało do życia inny kraj. To rekordowa liczba, która oznacza, że ze Szwajcarii emigrowało ok. 11 proc. mieszkańców. Sporo, jak na społeczeństwo, które uważa swój kraj za najlepszy na świecie.

Decyzja o emigracji na pewno nie jest dla Szwajcara łatwa. No bo jak tu wybrać miejsce, które pozwoli cieszyć się podobnym dobrobytem? Nie dziwi, że na pierwszym miejscu Szwajcarzy przeprowadzają się do sąsiadów  – Francji, Niemiec i Włoch. Ze względu na odległość, język i podobną kulturę. Kolejne kierunki w Europie to Hiszpania i Wielka Brytania. Poza Europą najbardziej popularna jest Azja – Bangkok, Hong Kong, Manila i Singapur, potem Kanada i Stany Zjednoczone. Sporo Helwetów mieszka też w Australii i Nowej Zelandii.

Trudno powiedzieć, czy to potrzeba zmiany, strach przed obcymi czy inne powody, skłaniają Szwajcarów do emigracji (na pewno nie jest to wyjazd “za chlebem”). Być może kierunki dobierane są pod względem dostępności sera.. Czy Szwajcarzy mają dosyć własnej ojczyzny? Nie czują się u siebie jak w domu?

Mam swoją teorię, że to prawicowi radykałowie swoimi kampaniami, zamiast – tak, jak chcieli – wypędzić migrantów, wykurzają z kraju Szwajcarów? :) Brawo SVP!

 

 

 

 

W Szwajcarii psy nie szczekają

Chcąc przygarnąć zwierzaka, musimy być przygotowani na przejście długiej i poważnej procedury, nie wiem, czy nie porównywalnej nawet z adopcją dziecka (tak przynajmniej sobie to wyobrażam). Ponieważ całkiem niedawno sama to przerabiałam, przedstawiam poradnik krok po kroku. Może komuś z Was się kiedyś przyda.

Przeprowadzka z czworonogiem

Zacznijmy od tego, że kiedy przyjeżdżamy do Szwajcarii na stałe i zabieramy ze sobą pieska, zwierzę musi mieć paszport z aktualnymi szczepieniami oraz wszczepiony czip. Na granicy zgłaszamy towarzysza, ale ponieważ zwierzę traktowane jest tutaj jako część “mienia przewiezionego w związku z przeprowadzką” (po niem. jedno słówko Umzugsgut), nie musimy płacić za nie cła (uff..).

Co dalej.. psa należy zameldować w gminie i (niespodzianka!) zapłacić podatek. Jego roczna wysokość zależy od tego, gdzie mieszkamy i waha się między 50 a 180 franków. Jeśli mamy więcej niż jednego psa, za każdego kolejnego płacimy więcej. Zasady te nie obowiązują w przypadku kotów. Te możemy trzymać w domu bez rejestracji i opłat. Moim zdaniem, jest to odpowiedź na pytanie, dlaczego Szwajcarzy tak chętnie trzymają w domach właśnie koty :)

Ubezpieczenie od pożarcia

Jak wiadomo w Szwajcarii można ubezpieczyć wszystko. Mając psa, warto zabezpieczyć się na zaś przed sytuacjami, kiedy nasz ukochany i grzeczny Tofik  coś pogryzie, albo gorzej – pożre innego psa (czy dziecko). Odszkodowania zapewne by nas wtedy zrujnowały. Zazwyczaj polisa na mieszkanie zawiera już opcję dotyczącą zwierząt domowych, ale jeśli jeszcze jej nie mamy, dobrze jest skontaktować się z firmą ubezpieczeniową, których w Szwajcarii nie brakuje.

Co jest dobre i rozsądne, a czego moim zdaniem brakuje np. w Polsce – w Szwajcarii każdy właściciel psa musi przejść szkolenie teoretyczne z ogólnej wiedzy o psie. Dowiadujemy się m.in. jak prawidłowo żywić, zapobiegać chorobom, co jest zgodne z przepisami, a co nie, jak z psem bezpiecznie podróżować, jaka rasa najbardziej do nas pasuje itp. Oczywiście w tego typu kursach jest też dużo informacji niepotrzebnych, a nawet głupich, ale ogólnie – na plus. Szkołę trzeba skończyć w ciągu roku od zarejestrowania psa w gminie. Kurs kosztuje średnio 150 fr. i można go zrobić online albo stacjonarnie.

Oprócz szkolenia z teorii każdy posiadacz psa musi przejść ze swoim pupilem trening praktyczny, składający się z co najmniej 4 lekcji. Od tego roku niektóre kantony zniosły ten obowiązek, ale np. w kantonie Zurych trening wciąż jest wymagany.

Chomiki tylko w parach

Szwajcarzy bardzo odpowiedzialnie podchodzą do posiadania zwierząt domowych, dlatego adopcja psa, kota, a nawet króliczka to nie takie hop hop. Pracownicy schroniska najpierw przeprowadzają z nami wywiad, możliwa jest też kontrola warunków mieszkaniowych. Przykładowo, jeśli planujemy przygarnąć kota, który nie będzie wychodził z domu, mamy obowiązek zamontować na balkonie specjalną siatkę. Jeśli chcemy adoptować psa, nie możemy zostawiać go samego na cały dzień (osoby pracujące na 100 proc. etatu, muszą zapewnić mu opiekę). Małe zwierzęta, tj. króliki, chomiki czy świnki morskie mogą być adoptowane lub kupione jedynie w parach. Szwajcarzy argumentują, że są to zwierzęta stadne i nie powinny żyć pojedynczo. Za schroniskowe zwierzęta zawsze się płaci, w przypadku psa średnio ok. 500 fr. W zamian dostajemy zwierzę wykastrowane, zdrowe i zaszczepione. Zwierzęta do adopcji znajdziemy m.in. na stronie Tiervermittlung Schweiz (oprócz piesków i kotków, pojawiają się tam też krówki czy owieczki..).

Inna sprawa to zakup zwierzęcia z hodowli. Uważajmy na te (a jest ich naprawdę sporo), które sprowadzają psy z Bułgarii, Rumunii, Polski.. Zwierzęta często są chore, mają sfałszowane papiery, albo nie mają ich wcale. Sygnałem ostrzegawczym powinna być dla nas cena, która zazwyczaj jest dużo niższa niż rynkowa.

Psy głosu nie mają

Mieszkając w Szwajcarii, warto wiedzieć o kilku zasadach, dotyczących zwierząt domowych. Po pierwsze, jeśli wynajmujemy mieszkanie, musimy najpierw upewnić się, czy możemy trzymać w nim zwierzę. Niektóre firmy wynajmujące nie tolerują czworonogów w mieszkaniu. Co zaskoczyło mnie chyba najbardziej po przyjeździe, to odkrycie, że psy tutaj właściwie nie szczekają. Nie wiem, czy takie się już rodzą (;)), czy uczą się tego na treningach. Więc jeśli twój pupil jest głośny, musisz się liczyć z niezadowoleniem sąsiadów. Znane są przypadki, kiedy rodzina z rozszczekanym psem musiała opuścić mieszkanie.

Druga kwestia to obchodzenie się z psem na spacerach i podczas podróży. W wielu miejscach w Szwajcarii zwierzaki mogą biegać wolno, o ile nie ma znaku nakazującego prowadzenie ich na smyczy. Warto jednak zapoznać się z zasadami obowiązującymi w kantonie, w którym mieszkamy. Do tej pory pamiętam kłótnię z pewnym panem, który twierdził, że na spacerze w lesie po wyznaczonej ścieżce, psa trzeba trzymać na smyczy. Nie pomogły tłumaczenia, że przeczytałam przepisy.. Szwajcar zawsze wie lepiej ;)

W autobusie czy pociągu, inaczej niż w Polsce, nie trzeba zakładać psu kagańca, ale należy kupić mu bilet – połowę opłaty, jak za dziecko. Natomiast podczas jazdy samochodem, zwierzę musi być odpowiednio zabezpieczone – przypięte pasami bądź przewożone w klatce lub specjalnym boksie.

Każdy kanton ma też własną listę ras psów uznanych za niebezpieczne. Jeśli mamy takiego delikwenta, musimy się liczyć ze specjalnymi wymogami i zakazami (np. brakiem tolerancji w hotelach czy restauracjach).

Ogólnie Szwajcaria jest krajem przyjaznym psom. Zwierzaki są wpuszczane do restauracji, niektórych sklepów, można zabrać je do hotelu. Co zrobić, jeśli z jakichś powodów piesek nie może towarzyszyć nam w podróży? W Szwajcarii prężnie działa system usług opieki nad zwierzętami. Psa (kota, świnkę morską) możemy oddać do hotelu, pensjonatu lub poszukać dla niego prywatnego opiekuna np. na www.petsitting.ch czy www.betreut.ch.

Mój pies ma na imię Leo i jest Hiszpanem. W Szwajcarii odnajduje się znakomicie – nie szczeka ;)