W Szwajcarii psy nie szczekają

Chcąc przygarnąć zwierzaka, musimy być przygotowani na przejście długiej i poważnej procedury, nie wiem, czy nie porównywalnej nawet z adopcją dziecka (tak przynajmniej sobie to wyobrażam). Ponieważ całkiem niedawno sama to przerabiałam, przedstawiam poradnik krok po kroku. Może komuś z Was się kiedyś przyda.

Przeprowadzka z czworonogiem

Zacznijmy od tego, że kiedy przyjeżdżamy do Szwajcarii na stałe i zabieramy ze sobą pieska, zwierzę musi mieć paszport z aktualnymi szczepieniami oraz wszczepiony czip. Na granicy zgłaszamy towarzysza, ale ponieważ zwierzę traktowane jest tutaj jako część “mienia przewiezionego w związku z przeprowadzką” (po niem. jedno słówko Umzugsgut), nie musimy płacić za nie cła (uff..).

Co dalej.. psa należy zameldować w gminie i (niespodzianka!) zapłacić podatek. Jego roczna wysokość zależy od tego, gdzie mieszkamy i waha się między 50 a 180 franków. Jeśli mamy więcej niż jednego psa, za każdego kolejnego płacimy więcej. Zasady te nie obowiązują w przypadku kotów. Te możemy trzymać w domu bez rejestracji i opłat. Moim zdaniem, jest to odpowiedź na pytanie, dlaczego Szwajcarzy tak chętnie trzymają w domach właśnie koty :)

Ubezpieczenie od pożarcia

Jak wiadomo w Szwajcarii można ubezpieczyć wszystko. Mając psa, warto zabezpieczyć się na zaś przed sytuacjami, kiedy nasz ukochany i grzeczny Tofik  coś pogryzie, albo gorzej – pożre innego psa (czy dziecko). Odszkodowania zapewne by nas wtedy zrujnowały. Zazwyczaj polisa na mieszkanie zawiera już opcję dotyczącą zwierząt domowych, ale jeśli jeszcze jej nie mamy, dobrze jest skontaktować się z firmą ubezpieczeniową, których w Szwajcarii nie brakuje.

Co jest dobre i rozsądne, a czego moim zdaniem brakuje np. w Polsce – w Szwajcarii każdy właściciel psa musi przejść szkolenie teoretyczne z ogólnej wiedzy o psie. Dowiadujemy się m.in. jak prawidłowo żywić, zapobiegać chorobom, co jest zgodne z przepisami, a co nie, jak z psem bezpiecznie podróżować, jaka rasa najbardziej do nas pasuje itp. Oczywiście w tego typu kursach jest też dużo informacji niepotrzebnych, a nawet głupich, ale ogólnie – na plus. Szkołę trzeba skończyć w ciągu roku od zarejestrowania psa w gminie. Kurs kosztuje średnio 150 fr. i można go zrobić online albo stacjonarnie.

Oprócz szkolenia z teorii każdy posiadacz psa musi przejść ze swoim pupilem trening praktyczny, składający się z co najmniej 4 lekcji. Od tego roku niektóre kantony zniosły ten obowiązek, ale np. w kantonie Zurych trening wciąż jest wymagany.

Chomiki tylko w parach

Szwajcarzy bardzo odpowiedzialnie podchodzą do posiadania zwierząt domowych, dlatego adopcja psa, kota, a nawet króliczka to nie takie hop hop. Pracownicy schroniska najpierw przeprowadzają z nami wywiad, możliwa jest też kontrola warunków mieszkaniowych. Przykładowo, jeśli planujemy przygarnąć kota, który nie będzie wychodził z domu, mamy obowiązek zamontować na balkonie specjalną siatkę. Jeśli chcemy adoptować psa, nie możemy zostawiać go samego na cały dzień (osoby pracujące na 100 proc. etatu, muszą zapewnić mu opiekę). Małe zwierzęta, tj. króliki, chomiki czy świnki morskie mogą być adoptowane lub kupione jedynie w parach. Szwajcarzy argumentują, że są to zwierzęta stadne i nie powinny żyć pojedynczo. Za schroniskowe zwierzęta zawsze się płaci, w przypadku psa średnio ok. 500 fr. W zamian dostajemy zwierzę wykastrowane, zdrowe i zaszczepione. Zwierzęta do adopcji znajdziemy m.in. na stronie Tiervermittlung Schweiz (oprócz piesków i kotków, pojawiają się tam też krówki czy owieczki..).

Inna sprawa to zakup zwierzęcia z hodowli. Uważajmy na te (a jest ich naprawdę sporo), które sprowadzają psy z Bułgarii, Rumunii, Polski.. Zwierzęta często są chore, mają sfałszowane papiery, albo nie mają ich wcale. Sygnałem ostrzegawczym powinna być dla nas cena, która zazwyczaj jest dużo niższa niż rynkowa.

Psy głosu nie mają

Mieszkając w Szwajcarii, warto wiedzieć o kilku zasadach, dotyczących zwierząt domowych. Po pierwsze, jeśli wynajmujemy mieszkanie, musimy najpierw upewnić się, czy możemy trzymać w nim zwierzę. Niektóre firmy wynajmujące nie tolerują czworonogów w mieszkaniu. Co zaskoczyło mnie chyba najbardziej po przyjeździe, to odkrycie, że psy tutaj właściwie nie szczekają. Nie wiem, czy takie się już rodzą (;)), czy uczą się tego na treningach. Więc jeśli twój pupil jest głośny, musisz się liczyć z niezadowoleniem sąsiadów. Znane są przypadki, kiedy rodzina z rozszczekanym psem musiała opuścić mieszkanie.

Druga kwestia to obchodzenie się z psem na spacerach i podczas podróży. W wielu miejscach w Szwajcarii zwierzaki mogą biegać wolno, o ile nie ma znaku nakazującego prowadzenie ich na smyczy. Warto jednak zapoznać się z zasadami obowiązującymi w kantonie, w którym mieszkamy. Do tej pory pamiętam kłótnię z pewnym panem, który twierdził, że na spacerze w lesie po wyznaczonej ścieżce, psa trzeba trzymać na smyczy. Nie pomogły tłumaczenia, że przeczytałam przepisy.. Szwajcar zawsze wie lepiej ;)

W autobusie czy pociągu, inaczej niż w Polsce, nie trzeba zakładać psu kagańca, ale należy kupić mu bilet – połowę opłaty, jak za dziecko. Natomiast podczas jazdy samochodem, zwierzę musi być odpowiednio zabezpieczone – przypięte pasami bądź przewożone w klatce lub specjalnym boksie.

Każdy kanton ma też własną listę ras psów uznanych za niebezpieczne. Jeśli mamy takiego delikwenta, musimy się liczyć ze specjalnymi wymogami i zakazami (np. brakiem tolerancji w hotelach czy restauracjach).

Ogólnie Szwajcaria jest krajem przyjaznym psom. Zwierzaki są wpuszczane do restauracji, niektórych sklepów, można zabrać je do hotelu. Co zrobić, jeśli z jakichś powodów piesek nie może towarzyszyć nam w podróży? W Szwajcarii prężnie działa system usług opieki nad zwierzętami. Psa (kota, świnkę morską) możemy oddać do hotelu, pensjonatu lub poszukać dla niego prywatnego opiekuna np. na www.petsitting.ch czy www.betreut.ch.

Mój pies ma na imię Leo i jest Hiszpanem. W Szwajcarii odnajduje się znakomicie – nie szczeka ;)

 

 

 

 

 

 

Mistrzowie dziwnych sportów: rowerosanki

Zima to czas, kiedy każdy szanujący się Szwajcar jedzie w góry i zjeżdża. Na czym tylko się da. Na narty wsadza się małego szkraba tuż po tym, jak zacznie stawiać pierwsze kroki. Nastolatkowie często wybierają snowboard, a na sankach z alpejskich stoków zjeżdżają wszyscy, bez względu na wiek.

Jednak Szwajcarzy nie byliby sobą, gdyby oprócz typowych sportów zimowych, nie wymyślili sobie czegoś jeszcze, czegoś swojego, “tradycyjnie” szwajcarskiego, czego nie robi się w górach w Austrii czy Włoszech. To coś nazywa się velogemel i na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak.. konik na biegunach ;)

Velogemel to pojazd, który został wynaleziony na początku XX w. i jest połączeniem roweru z sankami. Drewniane ustrojstwo ma siodełko, kierownicę i płozy. Nie ma za to hamulców, co zważywszy, że zjeżdża się na nim z wysokich na ponad 2 tys. metrów npm szczytów, jest elementem powodującym u zwykłych śmiertelników natychmiastowy skok adrenaliny.

 

 

Początkowo velogemel służył tutejszym góralom do wygodnego poruszania się po śniegu i transportu potrzebnych rzeczy. Dzisiaj nie dość, że Szwajcarzy na velogemel śmigają, aż miło (widziałam na własne oczy, kiedy sama próbowałam nie zabić się na sankach), to jeszcze wybudowali sobie najdłuższy na świecie tor przeznaczony do zjazdów “rowerosankami”. Trasa rozpoczyna się na szczycie leżącego w Alpach Berneńskich Faulhorn (2681 m npm) i kończy ponad 1,6 tys. metrów niżej w Grindelwald. Tor nazywa się Big Pintenfritz i jest najdłuższy w Europie – ma 15 kilometrów. Co roku w tym miejscu odbywają się mistrzostwa świata w zjeździe na velogemel, otwarte dla każdego (wpisowe kosztuje 20 fr.). Zwycięzca tegorocznych zawodów pokonał dwukilometrową trasę w 2 minuty!

Zjazd na velogemel wygląda tak:

 

Dla zainteresowanych: velogemel można kupić tutaj http://www.velogemel.ch/, model dla dorosłej osoby kosztuje 590 fr. Sprzęt można też wypożyczyć, m.in. w sklepie Intersport w Grindelwald. Początkującym przyda się kask i dobre buty śniegowe z bieżnikiem (hamuje się stopami).

Życie nie na swoim

Bawi mnie określenie “być na swoim”, zwłaszcza w odniesieniu do mieszkań na kredyt ;) Dlatego bardzo mi się podoba szwajcarska powszechność wynajmu. Bierze się ona z pragmatyzmu, ale jest też przykładem podejścia do własności w ogóle, jak innym w porównaniu choćby do tego, co myśli się w Polsce.

Statystyki pokazują, że dwóch na trzech Szwajcarów mieszka w wynajętym lokum. Wysokie ceny nieruchomości sprawiają, że przeciętnego Szwajcara po prostu na własne M nie stać, a inaczej niż w Polsce, kredyty na 30 lat nie są tu łatwo dostępne i popularne. Dlatego wynajmowanie to norma, i robią to nie tylko studenci i single, ale rodziny z dziećmi i zwierzętami, seniorzy – wszyscy. Przy czym wynajmowanego lokum nie traktuje się tutaj jak coś tymczasowego. Urządzanie, dekorowanie, remonty, inwestycje – jak najbardziej, bo często wynajmowane mieszkanie jest domem na całe życie.

Popularność wynajmu sprawia, że rynek rządzi się żelaznymi prawami. Prywatni wynajmujący to w Szwajcarii rzadkość, dużo buduje się pod wynajem, a właścicielami mieszkań są zazwyczaj wyspecjalizowane firmy. Okno przeprowadzkowe otwiera się dwa razy do roku – pod koniec marca i września.

Poniżej krótki przewodnik – jak wynająć mieszkanie w Szwajcarii i jak się sprawnie przeprowadzić

Żeby wynająć mieszkanie w Szwajcarii koniecznie trzeba mieć umowę o pracę, najlepiej na czas nieokreślony i udokumentowane zarobki z ostatnich trzech miesięcy. Zasada jest taka, że koszty wynajmu nie mogą być wyższe niż jedna trzecia naszego wynagrodzenia. Przykładowo, 3-pokojowe mieszkanie w Zurychu kosztuje średnio 2,4 tys. CHF miesięcznie (dane za Comparis.ch), więc aby móc je wynająć w dwie osoby, łącznie muszą one zarabiać co najmniej 7,2 tys. Franków.

Wynajmujący zazwyczaj nie organizują tu castingów, obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Jeśli już uda nam się zdobyć mieszkanie, musimy mieć przygotowane środki na zapłacenie kaucji, która wynosi zazwyczaj równowartość 3-mies. czynszu. Pieniądze wpłacane są na specjalne konto i oddawane (razem z narosłymi przez czas wynajmu odsetkami) po wyprowadzce

Mieszkania wynajmowane są z reguły bez mebli‚ wyposażone są zazwyczaj jedynie kuchnia i łazienka. Nie zdziwmy się też, jeśli w naszym mieszkaniu nie znajdziemy pralki – w nowym budownictwie pralnia jest wspólna dla wszystkich mieszkańców. Dobrą informacją jest to, że sprzęty, które są na stanie mieszkania naprawiane czy wymieniane są na koszt firmy wynajmującej.

W Szwajcarii obowiązują ścisłe regulacje, jeśli chodzi o wymianę informacji pomiędzy najemcą a wynajmującym. To oznacza, że o wszelkich zmianach – pracy, statusu cywilnego, narodzinach dziecka, wyprowadzce lub wprowadzce, pojawieniu się zwierzęcia domowego, należy natychmiast powiadomić wynajmującego. Z drugiej strony najemca o każdych planach, np. zmiany wysokości czynszu czy opłat musi poinformować nas pisemnie i dać nam czas na podjęcie decyzji o pozostaniu w mieszkaniu czy jego opuszczeniu. Okres wypowiedzenia umowy wynajmu wynosi w Szwajcarii standardowo 3 miesiące.

Przy wyprowadzce ważne jest, aby zostawić mieszkanie w takim stanie, w jakim je zastaliśmy. Jeśli zmienialiśmy kolor ścian, musimy je przemalować, zaszpachlować wszystkie dziury w ścianach, wycyklinować parkiet, jeśli jest porysowany. Mieszkanie należy też posprzątać, samodzielnie, albo zatrudnić do tego specjalistów. Koszt wynajęcia firmy sprzątającej zależy od wielkości naszego mieszkania. Przykładowo za wysprzątanie 3-pokojowego lokum musimy zapłacić od 700 do tysiąca franków.

Szwajcarzy przy przeprowadzkach chętnie korzystają z usług profesjonalnych firm, które oferują serwis od A do Z. Nie tylko więc spakują nasze rzeczy i przewiozą je do nowego mieszkania, ale też wniosą, rozpakują i ustawią. Ceny takich usług zaczynają się od 80 franków za godzinę i zależą od liczby kursów i pracowników pomagających przy przeprowadzce.

Tańszą opcją jest wynajem ciężarówki i samodzielny transport mebli. Auto można znaleźć m.in. poprzez stronę www.mietauto.ch. Przykładowo, koszt wynajmu ciężarówki z przyczepą mieszczącą 1,3 tys. bagażu w godzinach 7-13 wynosi ok. 120 franków, pod warunkiem, jeśli z trasą zmieścimy się w 100 km. W tym przypadku do pomocy w noszeniu naszego dobytku dobrze jest skrzyknąć znajomych. Pamiętajmy, że w Szwajcarii obowiązuje tzw. Mittagsruhe, czyli odpowiednik śródziemnomorskiej sjesty. Oznacza to, że w godzinach 12-13 należy zachować ciszę i powstrzymać się od wiercenia dziur, szurania meblami czy odkurzania. Szwajcarzy bardzo cenią sobie spokój, lepiej więc wprowadzając się do nowego miejsca nie narażać się na gniew sąsiadów.

Po przeprowadzce do nowego lokum mamy 14 dni na powiadomienie urzędu gminy o zmianie adresu zamieszkania.

 

Gdzie szukać mieszkania na wynajem

www.homegate.ch

www.immoscout24.ch

www.anibis.ch

www.immowelt.ch

www.comparis.ch

 

Informacje dla najemców

http://www.hev-schweiz.ch/

www.mieterverband.ch

www.bwo.admin.ch

 

 

Alpy na drugą szwajcarską rocznicę

Tak, właśnie mijają dwa lata, odkąd wyemigrowałam do Szwajcarii. Taka okazja to zwykle czas na pytania: czy to była dobra decyzja, czy to na pewno miejsce dla mnie, czy jest mi tu dobrze.. Tego wciąż nie jestem pewna, ale zawsze kiedy nawiedzają mnie rozmyślania, robię coś, co stało się moim stałym patentem, od kiedy tu jestem. Zatracam się w szwajcarskiej naturze. To zawsze działa. Stwierdzam wtedy, że przecież Szwajcaria jest taaaaka pięknaaa, że wszystko inne przestaje się liczyć.

Na dwurocznicę wybrałam sobie słynny Jungfrauregion, czyli górską mekkę wędrowców, wspinaczy, narciarzy i.. turystów z Azji ;)

Szwajcarskie Alpy są piękne. Szwajcarskie Alpy jesienią są nieprzyzwoicie zachwycające! Postanowiłam się nie oszczędzać i przejść Eiger Trail – trasę trekkingową biegnącą tuż pod cieszącą się złą sławą (zginęło na niej wielu wspinaczy) północną ścianą Eiger (niem. Eigernordwand).

Krótko technicznie, dla tych, których to może zainteresuje – najlepiej dojechać do Grindelwald i stamtąd pociągiem regionalnym do stacji Brandegg albo Alpiglen (ja zaczęłam wędrówkę już w tym pierwszym miejscu, co oznacza dodatkowe ok. 0,5 godz. podejścia). Eiger Trail okazała się nie najłatwiejsza, zwłaszcza, że miejscami pokryta śniegiem i lodem. Dla oszczędzenia sobie wrażeń, lepiej zrobić ją latem, a nie w październiku ;) Przejście zajęło mi ok. 2,5 godz. (licząc bez przerw).  Dotarłam do lodowca Eigergletscher i zeszłam Jungfrau Eiger Trail do stacji Kleine Scheidegg.

Tyle szczegółów. Teraz czas na zdjęcia!! :D

 

Czy praca w Szwajcarii jest święta?

Początek maja to dobry czas, aby poruszyć temat pracy, praw pracowniczych, warunków zatrudnienia i wynagrodzenia – to kwestie, o których żywo dyskutuje się także w Szwajcarii. Okazuje się, że również tu pracownicy bywają wyzyskiwani i oszukiwani. Niestety dotyczy to najczęściej obcokrajowców.

W Zurychu odbyło się wczoraj kilka demonstracji z okazji Święta Pracy. Postulaty, tj. wprowadzenie ustawowej płacy minimalnej i wzmocnienie systemu ubezpieczeń społecznych to nie propaganda garstki lewaków, ale coś, o co walczą pracownicy wielu grup zawodowych w kraju.

Zaczął się sezon emigracji zarobkowych i dostaję od Was sporo pytań m.in. o to, czy aby szukać pracy w Szwajcarii konieczne jest pozwolenie, na co zwracać uwagę podpisując umowę o  pracę, ile zarabiają Szwajcarzy i czy pracodawca ma prawo zapłacić mniej Polakowi tylko dlatego, że jest Polakiem i w końcu – jak walczyć z nieuczciwymi pracodawcami?

Zapytałam o to Adama Rogalewskiego, który jest przedstawicielem polskich pracowników w UNII, największym szwajcarskim związku zawodowym. Mam nadzieję, że ta rozmowa pomoże przynajmniej niektórym z Was sprawniej poruszać się po szwajcarskim rynku pracy. Uczcie się o swoich prawach i nie dajcie się oszukać!

2015_09_22_EESC membersunia

 

Agnieszka Kamińska: Szwajcaria stoi otworem dla Polaków, a mimo to nie widzimy dużego zainteresowania tym rynkiem. Z czego to wynika?

Adam Rogalewski: Szwajcaria nigdy nie była tradycyjnym kierunkiem polskiej emigracji. Panuje przeświadczenie, że to wymagający rynek, gdzie trudno o pracę i to jest prawda. Wielu Polaków nie wie, że od 2011 r. nie potrzebne jest uzyskanie pozwolenia o pracę, żeby móc zatrudnić się w Szwajcarii. Co więcej, przez trzy miesiące możemy tu poszukiwać zatrudnienia nie musząc nawet rejestrować pobytu. Później natomiast, w zależności od tego, jaką umowę o pracę podpiszemy, przysługują nam różne rodzaje pozwolenia na pobyt: L na rok lub B na pięć lat. Druga sprawa to przegłosowany w 2014 r. w referendum postulat ograniczenia napływu obcokrajowców. Tu jednak żadne prawo nie weszło jeszcze w życie, więc szwajcarski rynek wciąż jest dla nas otwarty.

AK: Czy jeśli chodzi o warunki pracy, Szwajcaria to raj dla Polaków?

AR: Tam, gdzie obowiązują tzw. układy zbiorowe pracy, a jest tak w większości branż zdominowanych przez obcokrajowców, warunki są bardzo dobre. Oprócz wysokiego wynagrodzenia, pracownicy mają pełną ochronę socjalną i dodatki np. w postaci trzynastej pensji. Ale są sektory, gdzie nie jest tak dobrze. Największym problemem jest rolnictwo, gdzie pracuje też dużo Polaków. Mimo że istnieją pewne rekomendacje, dotyczące zarobków i warunków pracy w tym sektorze, bardzo trudno go kontrolować i pracownicy są tam często wykorzystywani. Drugą grupą osób narażonych na wykorzystywanie są opiekunki zatrudniane przez rodziny , gdzie również często dochodzi do nadużyć, zwłaszcza jeśli chodzi o czas pracy.

AK: Z jakimi problemami borykają się polscy pracownicy?

AR: Najwięcej problemów pojawia się wśród pracowników delegowanych. Przykładowo, polska firma wysyła pracownika do Szwajcarii, a przy wypłacie okazuje się, że pieniądze się nie zgadzają. Czasem wynika to z niedopatrzenia, bo relacje między podwykonawcami bywają skomplikowane i polski pracodawca może sam nie wiedzieć, ile wypłaty powienien naliczyć, a czasem jest to po prostu oszustwo. Bywa, że Polacy się na to godzą, bo choć zarabiają mniej niż Szwajcarzy, dla nich to i tak dużo. Pamiętajmy, że bez względu na to skąd pochodzimy, pracując w Szwajcarii przysługuje nam szwajcarskie wynagrodzenie, nawet jeśli zostaliśmy oddelegowani tu przez polską firmę. Płacenie mniej to tzw. dumping, który jest nielegalny. Płaca nie jest tajemnicą, w każdej chwili możemy zapytać pracodawcę, ile zarabia Szwajcar, który z nami pracuje. Również na stronie GAV-Service dostępna jest tabela wynagrodzeń, gdzie każdy może sprawdzić, ile powinien zarabiać minimalnie, w zależności od zawodu, wykształcenia, wieku, doświadczenia. Ogólna zasada jest taka, że minimalne wynagrodzenie nie powinno być niższe niż 50 proc. płacy średniej, która w Szwajcarii wynosi obecnie ok. 6,8 tys. franków brutto.

AK: Głośna była sprawa polskich pracowników wykorzystywanych przy budowie dworca w Zurychu. Czy takich historii jest więcej?

AR: Polscy gipserzy, którzy budowali hotel w Davos byli zmuszani do samozatrudnienia, nie byli opłacani przez trzy miesiące, głodowali, rodzina wysyłała im paczki z Polski. Jeden z nich przypłacił to zdrowiem, wylądował w szwajcarskim szpitalu, po czym dostał rachunek opiewający na 12 tys. franków. Była też głośna sprawa przy budowie targów w Bazylei, gdzie firma z Polski zatrudniała 50-letnich pracowników jako praktykantów. Znam przypadek polskiej opiekunki osób starszych, która była zmuszana do pracy 31 nocy z rzędu bez przerwy, ponieważ nie miała nikogo na zastępstwo. Dobrą wiadomością jest to, że wkrótce – prawdopodobnie już od maja – opiekunki zatrudnione przez firmy zostaną objęte układem zbiorowym pracy dla pracowników agencyjnych i będzie można łatwiej kontrolować ich wynagrodzenie, a dodatkowo będą uprawnione do trzynastej pensji oraz dodatkowych płatnych dni wolnych na edukację w miejscu pracy.

AK: Co zrobić, kiedy zorientujemy się, że zarabiamy za mało?

AR: Polscy obywatele często stają przed wyborem: albo będę się godził na wykorzystywanie i zamiast 30franków za godzinę dostanę 15, albo będę się sądził o odszkodowanie, ale nie wiadomo, czy później znajdę zatrudnienie. Przede wszystkim radziłbym zrobić wszystko, aby do takiej sytuacji nie dopuścić. Po pierwsze, nie przyjeżdżajmy do pracy w Szwajcarii w ciemno z nastawieniem „na pewno coś znajdę”, zwłaszcza, jeśli nie mamy oszczędności, żeby przez kilka miesięcy się tu utrzymać. Znacznie lepiej jest skorzystać z usług profesjonalnych, sprawdzonych agencji pracy. Po drugie, jeśli już mamy pracę zadbajmy o to, aby podstawowe warunki, w tym wynagrodzenie były przedstawione w formie pisemnej, najlepiej w języku, który rozumiemy. Warto się też upomnieć o tzw. Lohnabrechnung, czyli comiesięczny odcinek wypłaty, na którym widzimy, na co dokładnie idą odprowadzane z naszego wynagrodzenia składki. Każdy pracownik powinien też samodzielnie notować swoje godziny pracy, żeby w ewentualnej konfrontacji z pracodawcą dysponować wiarygodnymi danymi. Jeżeli już dojdzie do najgorszego, mamy prawo pozwać nieuczciwego pracodawcę, ale pamiętajmy, że takie sprawy potrafią ciągnąć się latami i w dodatku wymagają sprawnego posługiwania się językiem obcym, dlatego o wiele korzystniej jest, aby naszych interesów broniły związki zawodowe.

AK: Które w Szwajcarii są bardzo silne..

AR: W Szwajcarii co czwarta pracująca osoba należy do związku zawodowego. Polacy często mają złe mniemanie o związkach, uważają je za upolitycznione, natomiast w Europie Zachodniej pełnią one bardzo ważną rolę w społeczeństwie i warto być ich częścią. UNIA, czyli największy związek zawodowy w Szwajcarii, zrzesza ok. dwieście tysięcy pracowników sektora prywatnego: Szwajcarów i obcokrajowców. Podlegają nam m.in. osoby pracujące w branży budowlanej, przemyśle, hotelarstwie, handlu, a także pielęgniarki, opiekunki, sprzątaczki oraz wszyscy zatrudnieni przez agencje pracy tymczasowej. Średnio do UNI co miesiąc przystępuje ok. 10 osób, a według najnowszych danych mamy ok. 1-1,1 tys. polskich członków.

AK: Co daje przynależność do UNI?

AR: W większości branż pracownicy i tak odprowadzają część wynagrodzenia na układ zbiorowy pracy, a w praktyce nic z tego nie mają. Jeśli j zapiszą się do UNII, my zwracamy część tej składki, a korzyści z przynależności do związku są zdecydowanie większe. Unia gwarantuje przede wszystkim pomoc prawną w sprawach związanych z prawem pracy, migracyjnym, podatkowym. Tym ubezpieczeniem objęta jest każda osoba, która należy do Unii od co najmniej trzech miesięcy. W 2013 r. wywalczyliśmy ponad milion franków odszkodowania dla polskich pracowników w Szwajcarii. Ponadto oferujemy tłumaczenia dokumentów oraz tysiąc franków rocznie na szkolenia zawodowe czy językowe. Pamiętajmy też, że w krajach, gdzie jest silne uzwiązkowienie, ludzie zarabiają więcej, więc warto jest wspierać związki. Ważna jest też funkcja integracyjna. Jesli ktoś chce zostać tu na stałe i stać się częścią szwajcarskiego społeczeństwa, musi wstąpić do jakiejś organizacji, a najlepszą jest związek zawodowy, który umożliwia też kontakty społeczne i obywatelską aktywność. Mając wsparcie związku, nie będziesz w swoich sprawach sam, co na emigracji jest szczególnie ważne.

Więcej o UNII: http://www.unia.ch

Info w jęz. polskim: http://www.unia.ch/de/arbeitswelt/von-a-z/migrantinnen/polnische-infos/

Kontakt do polskich przedstawicieli w UNII:

Adam Rogalewski (Zurych) 00 41 79 535 74 10

Artur Bienko (Genewa) 00 41 79 652 9937